Potężne kary dla właścicieli aut za cudze błędy. Rząd szykuje bat na kierowców

2026-10-09 14:49

Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje radykalne zmiany w systemie karania za wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary. Jeśli faktyczny sprawca nie przyzna się do winy w ciągu 30 dni, ogromne koszty finansowe rzędu nawet 7,5 tysiąca złotych poniesie posiadacz pojazdu. Branża wynajmu samochodów bije na alarm, wieszcząc falę upadłości, a eksperci prawni kwestionują sprawiedliwość proponowanych rozwiązań.

Żółty fotoradar stoi przy ulicy w mieście. O nowych karach za wykroczenia drogowe przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: ZDM/ Materiały prasowe

Zmiany w mandatach z fotoradarów. Właściciel auta na celowniku

Obecnie procedura wygląda tak, że po zrobieniu zdjęcia przez fotoradar, do posiadacza wozu trafia korespondencja z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Odbiorca ma wtedy kilka opcji: wziąć winę na siebie, podać personalia faktycznego kierującego lub odrzucić mandat bez wskazywania sprawcy, za co grozi mu oddzielna sankcja za zatajenie tych danych.

Ministerstwo Infrastruktury planuje całkowicie przemodelować ten mechanizm. Według najnowszego projektu, jeżeli w terminie miesiąca od odebrania listu osoba siedząca za kółkiem nie dostarczy podpisanego pisma z decyzją o przyjęciu lub odrzuceniu kary, dotkliwa opłata administracyjna obciąży właściciela maszyny lub jej użytkownika wpisanego do Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Przedstawiciele resortu tłumaczą te kroki fatalną skutecznością dzisiejszych przepisów. Tylko w tym roku urządzenia rejestrujące uwieczniły 1 milion 169 tysięcy przewinień drogowych, z czego aż w 41,3 procent przypadków nie udało się ukarać winnych. Dodatkowo ponad 350 tysięcy spraw uległo przedawnieniu, a 129 tysięcy postępowań utknęło w martwym punkcie z powodu zagranicznych tablic rejestracyjnych.

Nawet 7500 zł opłaty administracyjnej za prędkość

Projektowane sankcje administracyjne mają być o wiele bardziej dotkliwe niż standardowe mandaty wlepiane kierowcom. Ostateczna kwota do zapłaty będzie ściśle powiązana z typem naruszenia oraz tym, o ile kilometrów na godzinę przekroczono limit. Nowy taryfikator ma prezentować się następująco:

- jazda o 30 km/h za szybko – 1500 zł; - złamanie limitu o 31-40 km/h – 2400 zł; - jazda szybsza o 41-50 km/h – 3000 zł; - przekroczenie bariery o 51-60 km/h – 4500 zł; - wynik o 61-70 km/h wyższy od dozwolonego – 6000 zł; - szarżowanie o przeszło 70 km/h – 7500 zł; - zignorowanie czerwonego światła – 3000 zł; - wjazd na przejazd kolejowy na czerwonym – 6000 zł.

Właśnie te horrendalne stawki wywołują przerażenie wśród właścicieli biznesów. Obawiają się oni, że przepisy zmuszą ich do regulowania rachunków za błędy swoich klientów, i to nawet w sytuacji, gdy dostarczą organom ścigania pełne dane osoby wypożyczającej auto.

Quiz - życie w PRL-u. To prawda czy fałsz? Komplet punktów tylko dla tych, którzy żyli za komuny
Pytanie 1 z 12
W czasach PRL-u kartki były wykorzystywane do reglamentowania niektórych towarów.

Branża rent-a-car w strachu. Podwyżki i widmo upadłości

Widmo bankructwa zagląda w oczy przede wszystkim podmiotom oferującym auta na minuty, pojazdy zastępcze oraz tradycyjny wynajem krótkoterminowy. Specyfika tej działalności polega na nieustannym rotowaniu użytkowników, a wezwania z GITD z reguły przychodzą na długo po tym, jak klient zwróci kluczyki.

„Państwo przerzuca obowiązek egzekucji kar na przedsiębiorców” – alarmuje Paweł Piórkowski, pełniący funkcję prezesa Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów. Według jego oceny, nowe regulacje prawne mogą wpędzić całą branżę rent-a-car w gigantyczne tarapaty finansowe.

Z danych przytoczonych przez Piórkowskiego wynika, że przeciętna wypożyczalnia odbiera rocznie blisko 900 wezwań związanych ze zdjęciami z fotoradarów. Gdy pomnożymy to przez wielotysięczne floty największych graczy na rynku, ewentualne koszty z tytułu kar mogą oscylować w granicach od 2,7 do nawet 3 milionów złotych.

Przedsiębiorstwo zostanie zmuszone uregulować należność z własnej kieszeni, a dopiero potem ubiegać się o zwrot środków od sprawcy. Proces ten skomplikuje się jeszcze bardziej, gdy piratem drogowym okaże się turysta z zagranicy, który dawno opuścił terytorium naszego kraju.

Kto poniesie koszty nieuchwytnego kierowcy? Ministerstwo ma radę

Ustawodawca zapisał w dokumencie pewne wyłączenia dla konkretnych grup, takich jak firmy leasingowe czy podmioty wynajmujące pojazdy na długie miesiące. Nie rozwiązuje to jednak całości kłopotów. W sektorze najmu na dni czy godziny samo przekazanie danych osoby podpisującej umowę nie uchroni firmy przed koniecznością zapłaty.

Urzędnicy z ministerstwa sugerują, by przedsiębiorcy lepiej formułowali swoje regulaminy. Rozwiązaniem ma być przymus aktualizacji danych przez klienta, wymóg pomocy w ustalaniu sprawcy oraz zobowiązanie do oddania pieniędzy w razie nałożenia sankcji administracyjnej. Wskazano także na opcję pobierania kaucji lub zakładania blokad na kartach płatniczych kierowców.

Przedstawiciele rynku ripostują, że takie sztuczki nie zlikwidują sedna problemu. Zamrażanie sporych kwot na kontach skutecznie odstraszy konsumentów od korzystania z usług carsharingu. Branża apeluje zatem o stworzenie mechanizmu automatycznej wymiany informacji z Centralną Ewidencją Pojazdów, co pozwoliłoby błyskawicznie namierzać winnych. Resort infrastruktury na ten moment milczy w tej kwestii.

Wątpliwości prawne wokół mandatów administracyjnych

Krytycznie o ministerialnych planach wypowiada się prof. Ryszard Stefański, ekspert z zakresu prawa o ruchu drogowym reprezentujący Uczelnię Łazarskiego. Według naukowca, forsowane przepisy zmuszają właścicieli do działań, które z obiektywnych przyczyn mogą okazać się całkowicie niewykonalne.

„W jaki sposób właściciel, niezależnie od tego, czy jest przedsiębiorcą, czy osobą prywatną, ma zmusić osobę, która kierowała pojazdem, do przedstawienia oświadczenia o przyjęciu lub odmowie przyjęcia mandatu?” – pyta prawnik z Uczelni Łazarskiego.

Ekspert podkreśla również absurd związany z brakiem punktów karnych w przypadku nakładania kary administracyjnej. Taka luka w prawie doprowadziłaby do patologii, gdzie właściciel łamiący przepisy sam zapłaci wielotysięczny rachunek nałożony na niego, tylko po to, by ocalić czyste konto i nie stracić uprawnień do kierowania.

Widmo podwyżek w wypożyczalniach samochodów

Gdyby politycy przegłosowali ustawę w obecnej formie, biznes z pewnością odbije sobie ewentualne straty na portfelach konsumentów. Na horyzoncie majaczą drastyczne podwyżki cenników za wynajem, wyższe limity kaucji oraz wycofywanie z oferty najbardziej ryzykownych modeli aut.

Cel rządu jest jasny by maksymalnie uszczelnić system i bezlitośnie ścigać piratów drogowych. Firmy ostrzegają jednak, że ostateczny rachunek za dziurawe państwowe procedury zapłacą przedsiębiorcy, którzy w momencie zrobienia zdjęcia przez fotoradar w ogóle nie kierowali maszyną. Warto pamiętać, że te zapisy to wciąż tylko etap konsultacji, a nie obowiązujące prawo.

Poprosiła o wodę. Zamiast podziękować, wystawiła wysoki mandat

ROLKI