Antygona w Nowym Jorku - Janusz Głowacki: streszczenie, opracowanie, PODCAST

2020-02-10 10:11
Lektury szkolne
Autor: Freeimages Lektury szkolne

„Antygona w Nowym Jorku” to tragifarsa, dramat Janusza Głowackiego z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku, który wprost nawiązuje do „Antygony” Sofoklesa.Streszczenie utworu wraz z opracowaniem podrzucamy w jednym miejscu. Przeczytaj albo posłuchaj.

Janusz Głowacki - Antygona w Nowym Jorku - streszczenie lektury - posłuchaj podcastu. To materiał z cyklu DOBRZE POSŁUCHAĆ. Lektury szkolne

„Antygona w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego to współczesna opowieść o Antygonie, bohaterce tragedii Sofoklesa. Pamiętasz tamten dramat? Dwaj bracia walczyli ze sobą, obaj zginęli, ale tego, który atakował miasto, nowy król – Kreon, zabronił pogrzebać. Zwłoki leżały więc pod murami miasta i miały być rozszarpane przez ptaki. Antygona się zbuntowała i pochowała brata, za co sama została skazana na śmierć. Smaczku całej historii dodawało to, że była narzeczoną Hajmona, syna Kreona. Narzeczony, widząc jej śmierć, sam także popełnił samobójstwo. Na wieść o tych strasznych czynach zabiła się też żona Kreona, czyli jak to w starożytnych tragediach bywało, dramat na całej linii. 

U Sofoklesa głównym pytaniem było, czy ważniejsze jest prawo ziemskie (wydane przez Kreona), czy prawo boskie (któremu poddała się Antygona). U Janusza Głowackiego wygląda to trochę inaczej, ale pytania są równie doniosłe i poważne.

Przeczytaj albo posłuchaj naszego opracowania do końca, a dowiesz się, kto pełni w dramacie rolę chóru i czy nowojorska Antygona kończy tak samo kiepsko, jak jej antyczna poprzedniczka. Zacznijmy jednak od zebrania najważniejszych informacji na temat lektury.

Antygona w Nowym Jorku - Janusz Głowacki: najważniejsze informacje

  • • „Antygona w Nowym Jorku” rozgrywa się w środowisku bezdomnych.
  • • Bezdomnymi są emigranci – Polak, Rosjanin i Portorykanka.
  • • Fabuła sztuki jest podobna do oryginalnej wersji Sofoklesa i mocno z nią koresponduje.
  • • Sztuka została napisana w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim roku na zamówienie amerykańskiego teatru „Arena Stage” i odniosła   ogromny sukces.
  • • „Antygona w Nowym Jorku” była wystawiana w Polsce i za granicą. Sztuka za każdym razem spotykała się z bardzo dużym uznaniem widowni.
  • • Utwór składa się z dwóch aktów i dwunastu scen, jest więc trochę krótszy od swojego antycznego pierwowzoru.


„Antygona w Nowym Jorku” to bardzo esencjonalna sztuka. Wszystko rozgrywa się jednej nocy (a nie jednego dnia jak u Sofoklesa). Lądujemy w środowisku bezdomnych imigrantów w Tompkins Square Park, a więc w jednym z parków Nowego Jorku. Na moment przenosimy się także na nabrzeże Potter's Field.

Bohaterami są emigranci, którym niespecjalnie się wiedzie. Nie ma mowy o żadnym american dream, jest za to bardzo brutalna rzeczywistość. Nie ma wielu bohaterów, więc przedstawimy ci wszystkich od razu:

  • • Anita to mniej więcej czterdziestoletnia Portorykanka, bezdomna;
  • • Sasza to około pięćdziesięcioletni rosyjski Żyd, także bezdomny;
  • • Pchełka to kolejny bezdomny, mniej więcej czterdziestoletni Polak;
  • • John – ukochany Anity, na scenie pojawiają się jedynie jego zwłoki;
  • • Policjant, o którym nie wiemy nic poza tym, że jest urzędnikiem.


Antygona w Nowym Jorku - Janusz Głowacki: streszczenie

Akt I
Znajdujemy się w nowojorskim parku. To jeden z tych zamieszkałych przez bezdomnych, którym nie powiodło się w życiu. Walają się tutaj kartony, śmieci, ubrania przypominające bardziej jakieś łachmany, plastikowe torby. Na scenie pojawia się policjant, który (zwróć na to uwagę) mówi o bezdomnych bezpośrednio do widowni. Udaje tolerancyjnego, gotowego do niesienia pomocy, jednocześnie jednak przyznaje właściwie od razu, że wszystkie próby przekonania bezdomnych do zamieszkania w schroniskach lub podjęcia jakiejś pracy, są właściwie od samego początku skazane na porażkę.

W końcu dzwoni telefon, policjant odbiera go i zaczyna rozmawiać, a w tym samym czasie leżąca obok niego kupa łachmanów zaczyna się ruszać. Okazuje się, że leży w niej Sasza. Ubrany jest właśnie w te rozpadające się ubrania. Przeciąga się, siada i włącza magnetofon z piosenką „Strangers in the Night”. Co robi policjant? Nie reaguje w żaden sposób, po prostu odchodzi. To tyle na temat tej rzekomo wyciągniętej do bezdomnych ręki.
 
Na scenie pojawia się Anita. Przed sobą ma metalowy wózek, taki z supermarketu. W środku jest cały jej majątek, który, jak się nietrudno domyślić, nie jest jakoś specjalnie duży. W ręku ma kawę, przyniosła ją swojemu ukochanemu Johnowi. Pyta o niego, ale nikt nie wie, gdzie jest mężczyzna. Anita mówi, że poprzedniej nocy chciała go ze sobą zabrać na noc do kotłowni, ale nie chciał z nią iść. Co myśli sobie kobieta? Że poszedł z inną. Pyta więc Saszę, czy może nie widział Johna, jak to określa, z „rudą zdzirą”. Sasza twierdzi, że John nie żyje i że jego trupa zabrali na Potter's Field. To miejsce pochówku biedaków, nędzarzy, bezdomnych, przestępców i bezimiennych. Anita jest w szoku. Przypomina Saszy, że John był „arystokratą” i nie może tak skończyć.
 
Do pozostającej w szoku Anity i Saszy przysiada się Pchełka. Jak to Polak, kombinuje. Okazuje się, że dzień wcześniej Sasza dał Pchełce siedem dolarów na tanie wino. Pchełka oczywiście nie wrócił ani z pieniędzmi, ani z alkoholem. Tłumaczy Saszy, że dostał ataku epilepsji, a w szpitalu, do którego trafił, ukradli mu pieniądze. Ściemnia oczywiście i Sasza doskonale o tym wie, bo już mu doniesiono, że widziano Pchełkę, jak kupował trzy butelki za pięć dolarów, a pozostałe dwa dolary wydał na nocleg w kotłowni. Tę ostatnią część potwierdza Anita. Sasza wierzy Anicie, a Pchełka, udając oburzenie, odchodzi rzekomo na zawsze.
 
Na zawsze oznaczało tak naprawdę na chwilę. Kiedy Pchełka wraca, okazuje się, że Sasza porządkuje swoje rzeczy. Pchełka obawia się, że Sasza chce wracać do Rosji i robi wszystko, żeby wybić mu to z głowy. Co więc robi? Oddaje mu resztkę wina. Gdzieś coś wyje, ale Sasza się tym nie przejmuje. Wypija alkohol i wspomina swoje dzieciństwo w Leningradzie. Okazuje się, że jego sąsiadami byli panowie z KGB, którzy w lokalu obok przesłuchiwali ludzi. Sasza opowiada, że jego ojciec, aby nie było słychać krzyków przesłuchiwanych, rozkręcał muzykę na cały regulator.

Anita decyduje się zająć pogrzebem Johna. Liczy na to, że Sasza i Pchełka jej pomogą. Obiecuje im za to dwadzieścia dolarów i buty narciarskie dla żony Pchełki. Chce, aby panowie pomogli jej wykraść ciało ukochanego z Potter’s Field, a potem przewieźć je do parku i tutaj pogrzebać.

AKT II
 Potter’s Field, molo na Bronxie. To tutaj zwozi się trupy bezdomnych z całego miasta. Sasza i Pchełka otwierają kolejne trumny, szukając ciała Johna. Przy jednej z trumien Pchełka uznaje, że znaleźli Johna, po czym dostaje ataku epilepsji.
 
W kolejnej scenie Sasza i Pchełka są już z powrotem w parku. Siedzą na ławce. Między nimi siedzi trup brodatego mężczyzny. Przyglądając się dokładniej trupowi, dochodzą do wniosku, że to chyba jednak nie jest John. W międzyczasie panowie rozmawiają o szykowanej w mieście akcji rozwiązania problemu bezdomnych i oczywiście o żonie Pchełki – Joli, o której ten nieustannie gada. 
 
Sasza wkurzony pomyłką co do trupa i gadaniem Pchełki wyrzuca mu, że żona przyjechała do niego z Polski, a on wstydził się pokazać jej na oczy, bo w listach kłamał i mamił ją opowieściami o tym, jak to ma „pięć pokojów, portiera i samochód”. Sasza dotknął czułego punktu – Pchełka rzuca się na niego z pięściami, a potem urażony odchodzi.

Anita, która przychodzi do parku, nie spostrzega pomyłki co do tożsamości trupa. Sasza pomaga kobiecie przygotować dół, ale wykopanie go jest trudne, ponieważ ziemia jest zmarznięta. W międzyczasie Anita organizuje na ławce mały ołtarz. Nie zapomina też o stypie, więc przygotowuje małe co nieco. Te przygotowania skłaniają ją do opowieści o szwalni, gdzie pracowała razem z matką, o marzeniach o własnym sklepie w Puerto Rico, o chorobie matki i jej śmierci, o wyrzuceniu z pracy i mieszkania. W międzyczasie Anita wkłada w dłonie trupa świeczkę, od której zapala się jego ubranie, ale na szczęście pożar udaje się ugasić. Przy okazji Anita wspomina, jak to byli z Johnem na East River i zostali oskarżeni o uprawianie seksu w miejscu publicznym. Policjanci chcieli namówić Anitę, aby pokazała majtki, ale John, broniąc jej honoru, nie pozwolił na to.
 
Anita i Sasza kończą ubijać grób Johna. Anita pyta Saszę, czy jest żonaty. Ten opowiada jej o swojej karierze malarskiej, która skończyła się, kiedy Breżniew (jeden z sowieckich przywódców) napluł na jego obraz. Potem przyjechał do Stanów, zajmował się remontem domów, aż w końcu żona rzuciła go dla jakiegoś profesora, który podobno udowodnił, że Szekspir był kobietą. Sasza podpalił się w remontowanym mieszkaniu, ale nie wytrzymał skwaru i rzucił się przez okno. Teraz zastanawia się, czy nie wrócić do Rosji i czy mógłby pracować w Akademii Sztuk Pięknych. Pamiętaj, jest rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty drugi, a więc dopiero co upadł Związek Radziecki.

Anita wzruszona opowieścią Saszy daje mu grzebień, buty i białą koszulę. Saszy bardzo ładnie w nowym ubraniu, ale cały czas trzęsą mu się ręce. Mimo to zamierza iść do ambasady i zawalczyć o bilet powrotny do Rosji. Namawia Anitę, aby pojechała z nim.
 
Wraca Pchełka. Okazuje się, że wszystko podsłuchał i robi scenę zazdrości. Wyciąga butelkę i pije, na co patrzy zahipnotyzowany Sasza. W butelce jest denaturat. Niestety Sasza pije go jakby pił wodę. Prawie natychmiast zaczyna go okropnie boleć głowa. Zza krzaków słychać krzyk Anity. Sasza nie jest jednak w stanie jej pomóc, a Pchełka nie rusza się z miejsca.

Wchodzi Anita. Jest poraniona. Odpycha Saszę, który próbuje coś do niej powiedzieć. Wszędzie zaczynają migotać czerwono-niebieskie światła. Okazuje się, że to policyjna obława pod hasłem „oczyszczania parku z bezdomnych”.

Na przód sceny wychodzi policjant. Robi to tak samo, jak na początku sztuki. Zwraca się do widowni i streszcza jej przebieg akcji. Mówi, że dementuje pogłoski o rzekomym grobie bezdomnego w parku. Twierdzi, że to pogłoski rozsiewane przez chorą psychicznie Portorykankę. Park zostaje otoczony trzymetrowym żelaznym ogrodzeniem. Policjant informuje, że Portorykanka próbowała się ponownie dostać do parku, jednak powiesiła się na głównej bramie.
 
Warto też pamiętać o bardzo ironicznym komentarzu, który na koniec dramatu wygłasza policjant: „I jeszcze jedna sprawa, która może Państwa zainteresować. Według ostatnich danych liczba homlesów w Nowym Jorku zwiększa się. I w końcu tego roku na każdych trzystu nowojorczyków przypadać będzie jeden bezdomny. To by znaczyło, że dzisiaj w teatrze jest co najmniej jedna osoba, która niedługo znajdzie się na ulicy. I ta osoba dobrze wie, o kim mówię. (Z uśmiechem): Życzę Państwu miłego wieczoru”.

Antygona w Nowym Jorku - Janusz Głowacki: opracowanie

Z „Antygony” Sofoklesa w „Antygonie w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego pozornie niewiele zostało. Właściwie jedynie to, że znów kobieta (w tym przypadku Anita, a nie Antygona) czuje się w obowiązku do wyprawienia godnego pogrzebu najbliższemu (nie bratu, a ukochanemu Johnowi). Poza tym z pozoru wszystko jest inne. Zmienia się:

  • •czas i miejsce akcji: zamiast całego dnia (zgodnie z antyczną formułą jedności czasu) mamy całą noc, zamiast starożytności, współczesny Nowy Jork;
  • •zestaw postaci: w antycznym dramacie to ród królewski, najwyżsi członkowie społeczeństwa, tutaj: najniższe jego warstwy, bezdomni, tak zwani homlesi, pogardzani i wyszydzani przez wielu lub częstowani fałszywym współczuciem (jaki prezentuje policjant);
  • •zmieniają się przedmioty rozmów: w antycznym dramacie wszystko kręci się wokół pogrzebu dla brata Antygony i konsekwencji tego czynu, natomiast w dramacie Głowackiego dowiadujesz się dużo więcej o życiu pozostałych bohaterów; tutaj pogrzeb Johna wcale nie jest w centrum wydarzeń. Spaja je, to fakt, ale wydaje się, że ważniejsze są opowieści Anity, Saszy i Pchełki o ich wcześniejszym życiu, marzeniach, o tym, jak ich świat legł w gruzach.

Jednak mimo wszystko „Antygonę” Sofoklesa i „Antygonę w Nowym Jorku” Głowackiego wiele łączy:

  • •od strony formy: obydwa utwory to dramaty rozgrywające się w bardzo wyraźnie określonym czasie i ograniczonej przestrzeni (u Głowackiego co prawda mamy zmianę miejsca na początku drugiego aktu, ale jest to tylko jeden moment i to dość krótki);
  • •w „Antygonie w Nowym Jorku” pojawia się postać, która przypomina chór i koryfeusza (czyli przodownika tego antycznego chóru), tą postacią jest policjant, dramat Głowackiego zyskuje więc swoistą ramę kompozycyjną;
  • •Anita powtarza czyn swojej antycznej poprzedniczki i tak jak ona, przypłaca to życiem.

„Antygona w Nowym Jorku” to opowieść o tym, że Antygona z jej tragicznym życiorysem i towarzyszącym jej patosem może pojawić się wszędzie. Zwróć uwagę, że opowieści Saszy czy Pchełki są niezwykle aktualne. Ile razy gest jednego człowieka przekreśla karierę drugiego? Jak wiele osób wyjeżdża za granicę, udaje, że odniosło sukces, a wbrew pozorom męczy się i cierpi? W końcu jak wielu osób dotyka choroba i cierpienie najbliższych? Jak wiele osób, tak jak ci nowojorscy kloszardzi, jest piętnowanych, uznawanych za gorszych, takich, których trzeba się pozbyć, bo nie wygląda się z nimi dobrze na zdjęciu? Te wszystkie problemy podejmuje „Antygona w Nowym Jorku”. Pamiętaj o tym utworze, omawiając takie zagadnienia, jak:

  •  motyw samotności,
  • • motyw cierpienia,
  • • motyw wykluczenia,
  • • motyw niezłomności,
  • • motyw samobójstwa,
  • • motyw przeznaczenia,
  • • motyw władzy.

I na koniec kilka słów dla ambitnych 

„Antygona w Nowym Jorku” rozgrywa się głównie w Tompkins Square Park. Park ten był oddalony o trzy przecznice od Siódmej Ulicy, przy której mieszkał Janusz Głowacki. Okolica ta była jedną z najtańszych na Manhattanie, dlatego to właśnie tutaj mieszkało wielu emigrantów ze wschodniej Europy. Nie brakowało również bezdomnych, określanych mianem homlesów. W ramach tak zwanej gentryfikacji któregoś dnia przeprowadzono akcję wypędzenia bezdomnych z parku, a zielony teren otoczono siatką z drutu wysoką na sześć stóp (czyli niecałe dwa metry). To właśnie ta historia była w jakimś stopniu inspiracją dla Głowackiego do napisania „Antygony w Nowym Jorku”. Dramat wpisuje się w pewien typ utworów, które pokazują tragedię ludzkiego życia z sarkazmem, domieszką momentami makabrycznego humoru, bez patosu i zadęcia. Głowackiemu blisko przede wszystkim do bohaterów Samuela Becketta – „Końcówki” czy „Czekając na Godota”. To teatr absurdu, do którego w jakiejś mierze można zaliczyć również Głowackiego. W kontekście diagnozy emigracji zaś „Antygonę w Nowym Jorku” można porównywać z „Emigrantami” Sławomira Mrożka.

Najnowsze