Kawiarnie dla zwierzaków w bardzo trudnej sytuacji przez pandemię. Apelują o pomoc

2020-11-26 18:54
Kawiarnie dla zwierzaków w bardzo trudnej sytuacji przez pandemię. Apelują o pomoc
Autor: pixabay.com Krakowska gastronomia żyje z pandemią jak pies z kotem.

Pieskie życie zwierzęcych kawiarni w Krakowie. Z powodu pandemii straciły klientów i te, które jeszcze się nie zamknęły walczą o przetrwanie. Kocia kawiarnia przy ulicy Lubicz zgodnie z kartką naklejoną na drzwi wejściowe jest zamknięta do odwołania, ale w środku wciąż żyją koty, którymi trzeba się zajmować. Psia kawiarnia przy ulicy Mazowieckiej wydaje posiłki klientom na wynos, ale taki stan rzeczy uda się utrzymać jeszcze maksymalnie miesiąc.

Psiaki i kociaki w Krakowie proszą uprzejmie o pomoc. Krakowskie kocie i psie kawiarnie przeżywają bardzo ciężkie czasy od początku pandemii. Najgorsza sytuacja jest w kawiarni "Kociarnia" przy ulicy Lubicz. Lokal jest zasadniczo zamknięty, ale tak naprawdę cały czas działa, bo ma swoich kocich lokatorów. Ci z kolei są bardzo samotni odkąd kawiarnia nie ma klientów.

Kocia kawiarnia w Krakowie przeżywa ciężki czas z powodu pandemii

W naszej kawiarni mieszka dziesięć kotów, które normalnie funkcjonują. Tu jest sto dwadzieścia metrów kwadratowych pomieszczenie, którego nie możemy wyłączyć z ogrzewania, z oświetlenia, prądu czy wody. Wszystko dalej działa. Koty muszą mieć tutaj ciepło. My musimy do nich przychodzić, musimy karmić, sprzątać, bawić - mówi właścicielka "Kociarni" Ewa Jemioło.

Niewiele lepiej jest w psiej kawiarni "Psikawka" przy ulicy Mazowieckiej. Lokal wprawdzie nie ma własnych psów i nadal wydaje posiłki, ale właściciele nie wiedzą jak długo jeszcze uda im się działać w ten sposób.

Przed marcem 2020 myśleliśmy o rozwoju na cały kraj i założeniu fundacji o nazwie "Psikawka" i tak dalej, i tak dalej. Teraz walczymy nie o to by się rozwijać, tylko by przetrwać a jesteśmy na skraju - mówi współwłaściciel "Psikawki" Rafał Woźniak.

Pan Woźniak przyznaje, że ruch w kawiarni spadł o 70 procent. O tyle samo spadła liczba pracowników.

Właściciele obu lokali zgodnie twierdzą, że obiecane przez rząd ulgi dla gastronomii to fikcja. Dotacja w wysokości 5 tysięcy złotych nie wystarcza nawet na opłacenie rachunków a zwolnienie ze składek ZUS niewiele zmienia.

Z właścicielami "Psikawki" i "Kociarni" rozmawiał nasz reporter Kuba Paduch:

Artykuł powstał w ramach akcji: Radio Eska Wspiera Krakowskie Miejscówki. Nasi reporterzy odwiedzają różne miejsca w Krakowie, które przez pandemię koronawirusa znalazły się w trudnej sytuacji. Pomóc może każdy z nas! Więcej na temat akcji oraz miejscówki, które zostały przez nas odwiedzone znajdziecie TUTAJ.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE