"Zmora" to opowieść o kontrowersyjnej dziennikarce (w tej roli Magdalena Cielecka), która wraca do rodzinnego Torunia i w ten sposób uruchamia lawinę wspomnień i pytań, które przez lata pozostawały bez odpowiedzi. Gdy komisarz Tomasz Korcz ponownie otwiera sprawę zaginięcia Piotrka, przyjaciela Kamy z dzieciństwa, kobieta angażuje się w śledztwo. Z każdym kolejnym tropem granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać, a pogrzebane sekrety upominają się o prawdę.
Zmiany w fabule być muszą
Tuż przed premierą "Zmory" w HBO Max miałam okazję porozmawiać z autorem jej literackiego pierwowzoru, Robertem Małeckim. Zapytałam, czy spodziewał się, że scenarzyści zmodyfikują jego tekst oraz jakie ma podejście do tego typu zabiegów - gdy adaptacja odbiega od jego autorskiej wizji.
- Nie jestem Bolesławem Prusem, więc ze skromnością podchodzę do tego typu sytuacji. Racjonalnie. To znaczy dla mnie to jest oczywiście moja opowieść i tak jak zostały na przykład zmienione imiona moich bohaterów, czy tam nazwisko bohatera, to to są zmiany, których mogę nie rozumieć, ale z jakiegoś powodu to zostało zrobione. Akceptuję to po prostu, bo takie są też wymogi twórców serialu i naprawdę nie ma o co tutaj kruszyć kopii - stwierdził pisarz.
Robert Małecki zauważa też pewną istotną rzecz, którą osobiście poskreślam przy każdej około-adaptacyjnej kontrowersji - po co kręcić drugi raz to samo? - Uważam, że ja napisałem powieść dla moich czytelników i jeśli chcą sięgnąć po ten tekst, to sięgną po ten tekst. Natomiast jest zupełnie oczywiste, że widz oczekuje czegoś innego i przekładanie opowieści kryminalnej 1:1 byłoby chyba też niestrawne - skwitował autor.
CZYTAJ TEŻ: Cała Polska kłóci się o "Lalkę". Magdalena Cielecka broni twórców: "Sztuka ma nas drażnić" [WYWIAD]
Na ile "Zmora" zgodna jest z książką?
Jak to więc jest z tą "Zmorą"? Trzyma się książki, czy raczej niekoniecznie? - Nie powiedziałbym, że [jest to - przyp. red.] wierna [adaptacja], bo tutaj bym skłamał i też nie oddałbym właściwego spojrzenia na to, co powstało w scenariuszu. Są pewne zmiany w życiu obyczajowym moich bohaterów i te zmiany są widoczne. Jest zmieniony początek. Ale myślę, że to jest na korzyść, dlatego że ten początek serialowy, rozumiem z jakiego powodu został tak zbudowany i dlaczego jest takie otwarcie, a nie inne - przyznaje Robert Małecki, po czym zaznacza, że wszystkie te zmiany naniesione w fabule nie zmieniają faktu, że serial wciąż jest zgodny z duchem jego powieści.
- Te zmiany nie koślawią tej historii. Mam wrażenie, że trochę jej dodają nawet takiej innej optyki. W warstwie w warstwie społeczno-kulturowej są też bardzo ważne wątki poruszone. Ja chyba poszedłem w innym kierunku pisząc tę powieść. Bardziej mnie intrygowała tutaj kwestia przemocy młodzieżowej, a scenarzyści postawili na inny trochę aspekt [...]. Rzeczywiście naprawdę fajnie to wypada, więc myślę, że moi czytelnicy powinni być zadowoleni. Będę bardzo zdziwiony, jeśli spotkam się z negatywnymi opiniami na temat połączenia serialu z książką - podsumował w naszej rozmowie.
CZYTAJ TEŻ: "Magda M." wróci z nowymi odcinkami? Katarzyna Bujakiewicz wskazuje istotną przeszkodę
