Żona górnika z Rybnika ujawnia jak w praktyce wygląda pomoc chorym. "Byliśmy zostawieni sami sobie" [ROZMOWA AUDIO]

2020-05-22 9:51 Dariusz Brombosz
Żona górnika z Rybnika ujawnia jak w praktyce wygląda pomoc chorym i hejt. Byliśmy zostawieni sami sobie [ROZMOWA AUDIO]
Autor: PGG Wstrząsająca relacja żony górnika z Rybnika

Pani Anna, żona górnika z Rybnika nie wytrzymała. Na portalu społecznościowym opisała jak w praktyce wygląda pomoc dla rodzin górniczych, którzy walczą z koronawirusem. Udało nam się dotrzeć i porozmawiać z autorkom posta, który na gorąco komentują Internauci. Posłuchajcie tej rozmowy na slask.eska.pl.

Post na popularnym portalu społecznościowym Pani Anny z Rybnika udostępniło grubo ponad 2 tysiące osób. Co tak bardzo poruszyło ludzi w sieci? Pojawił się też obrzydliwy hejt. Sprawdziliśmy.

Coś we mnie pękło i postanowiłam opisać jak wygląda pomoc dla górników i ich rodzin, zwłaszcza dzisiaj kiedy moja 2 letnia córeczka znalazła się wreszcie w szpitalu jednoimiennym w Raciborzu - tak zaczyna swoją rozmowę z nami Pani Anna, która dla własnego i bezpieczeństwa rodziny postanowiła nie ujawniać nazwiska.

- Mąż pracuje na kopalni. Na początku maja dowiedział się, że ma kwarantannę (pracował z osobą, która ma wynik dodatni na covid -19). Cóż jak trzeba to trzeba. Do 19. 05 jakoś czas zleci. Jeszcze myśl, że nawet jak będzie plus u nas to może bezobjawowo. Z piątku na sobotę (8 – 9.05) nasza córeczka zaczyna gorączkować, nikt inny nie miał żadnych objawów. Założyliśmy, że może jakaś wirusówka, zwłaszcza, że oprócz niewielkiego rozwolnienia nic się nie działo. Oczywiście, zaznaczmy, że z sanepidu w Rybniku nadal nikt się z nami nie skontaktował. Dodzwonić się do nich to „cud nad Wisłą”. Podajemy ibuprofen i paracetamol na zmianę. W sobotę oprócz naszej 2 latki, gorączkują 4 letni syn i 11 miesięczna córka - mówi pani Anna.

Zobacz także: ZUS zamyka swoje oddziały dla klientów w woj. śląskim. Powodem duża liczba zakażeń. Prezydent Sosnowca oburzony: "Miało nie być samotnych wysp"

Potem jest tylko gorzej. Jak relacjonuje nam Pani Anna, cały czas próbują się skontaktować z sanepidem. W niedzielę nad ranem gorączka dwulatki wynosi 40, 2 – pozostałe dzieci bez gorączki. Rodzice dzwonią na 112. Po usłyszeniu, że są na kwarantannie, połączono ich z ratownikiem medycznym. Ratownik informuje, że nie mają zgłoszenia, że rodzina jest objęta kwarantanną. Po rozmowie zalecił wsadzić dziecko do wanny i schładzać dolewając letniej wody oraz dzwonić na szpital w Rybniku.

Oczywiście dzwonimy, przecież mamy kwarantannę i powinni nam pomóc. Odbiera lekarz pediatra dzieci młodsze, przedstawiam się, mówię, co się dzieje z dziećmi, a zwłaszcza z córką. Słyszę, jak w tle lekarz mówi, że córka ma objawy, a do mnie, że mamy zbijać gorączkę. Jakby się pogorszyło dzwonić do szpitala w Rybniku lub dzwonić do szpitala jednoimiennego. Nie zapomnijmy dodać, że pojawia się pytanie czy już mamy wyniki wymazu. Widocznie lekarza nic nie zaniepokoiło. Decyzja, że jak nie będzie wyboru, łamiemy kwarantannę i jedziemy od razu do Raciborza do szpitala. Cały czas mąż próbuje dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wow! Udało się. Mąż informuję panią co się dzieje, Pani zbiera dane, dostajemy nr telefonów do szpitali jednoimiennych w Tychach i Raciborzu. Mamy czekać na wymazobus, ma być zaraz w poniedziałek. O ironio gorączka zaczyna spadać, a w poniedziałek popołudniu córka ma 36.6. O my naiwni pomyśleliśmy, że 3 dniówka i panika niepotrzebna. Oczywiście, kontakt z sanepidem utrudniony, a wymazobus przyjeżdża we wtorek - mówi Pani Anna.

Wymaz pobrano od całej rodziny. W poniedziałek i wtorek dwulatka ma 36.6 i wydaje się, że już po wszystkim. Niestety to nie koniec kłopotów. Dziecko znowu ma problemy z zdrowiem. Rodzina dzwoni o pomoc do wojewódzkiej stacji sanepidu w Katowicach. Składają skargę na oddział w Rybniku. Po interwencji pediatry z rodziną kontaktuje się sanepid.

Ze strony sanepidu ani razu nie padło słowo przepraszam. Po co w ogóle Wy jesteście? Będąc na kwarantannie jesteśmy ludźmi 2 sortu. Ktoś powinien za to odpowiedzieć, że nasze pobrane wymazy przepadły i to wszystko tak długo trwało. System jest nieudolny i ludzie muszą sobie radzić sami. Dziękuję lekarzom z Raciborza i Żor. Gdyby nie lekarze z pasją nadal czekalibyśmy z córką w domu. Odpowiedzialnych brak - podkreśla Pani Anna.

Na szczęście sytuacja rodziny górniczej z Rybnika się poprawia. Po raz kolejny do rodziny przyjechał wymazobus. Wyniki będą w ciągu 4 dni. Mąż Pani Anny, górnik i jedno z dzieci nadal przebywa w szpitalu, ale czują się coraz lepiej, podobnie jak pozostali członkowie rodziny, którzy przebywają na kwarantannie domowej.

Posłuchaj rozmowy z panią Anną, żoną górnika z Rybnika

Posłuchaj rozmowy Darka Brombosza z Radia Eska z Panią Anną, żoną górnika. Hejt i brak pomocy chorym