Spis treści
Dron rozbił się o blok w Rumunii. Władimir Putin komentuje incydent
Pojawienie się bezzałogowców nad państwami NATO nie jest zjawiskiem nowym podczas wojny na Ukrainie, jednak wydarzenia z ubiegłego tygodnia w Rumunii były bezprecedensowe. Maszyna rozbiła się i eksplodowała na budynku mieszkalnym w mieście Gałacz, niedaleko granicy z Mołdawią i Ukrainą, w nocy z 28 na 29 maja. Zdarzenie doprowadziło do pożaru i obrażeń u dwóch osób. Zanim jeszcze przeprowadzono szczegółowe ekspertyzy, zarówno rumuńscy oficjele, jak i przedstawiciele Unii Europejskiej, NATO oraz Ukrainy stanowczo twierdzili, że dron to maszyna należąca do Moskwy. Później prezydent Nicusor Dan stwierdził, że szczątki wskazują na rosyjski model Geran-2. Władimir Putin, przebywający wówczas w Kazachstanie, postanowił odnieść się do tych zarzutów w rozmowie z dziennikarzami.
Prezydent Rosji uważa, że Rosja powinna mieć dostęp do szczątków drona
Rosyjski przywódca wyraził wątpliwości co do jednoznaczności ocen wydawanych przez zachodnie władze. Zastanawiał się głośno podczas spotkania z mediami w Astanie, kto w Rumunii jest tak pewien rosyjskiego pochodzenia drona. Zaznaczył, że bez odpowiednich badań nie można przesądzać o pochodzeniu maszyny. Wskazał również na podobieństwa w początkowych reakcjach na inne tego typu zdarzenia, gdzie szybko oskarżano Rosję, a później okazywało się, że to jednak nie Moskwa zawiniła. Zwrócił uwagę na wcześniejsze przypadki naruszenia przestrzeni powietrznej NATO przez drony ukraińskie. Zasugerował ponadto, że rumuńskie władze powinny udostępnić zebrane materiały dowodowe, w tym wrak maszyny, aby strona rosyjska mogła przeprowadzić niezależne dochodzenie.