Spis treści
- Załatwienie szybkiej sprawy medycznej nie będzie musiało oznaczać utraty całego dnia urlopu, co zakłada najnowsza propozycja Fundacji „Można Lepiej!”.
- Złożony w parlamencie dokument postuluje wprowadzenie puli 24 godzin w skali roku, które zatrudnieni mogliby wykorzystywać w małych fragmentach.
- Sprawdzamy mechanizmy udzielania tego nietypowego wolnego oraz potencjalne daty wejścia nowelizacji w życie.
Konieczność pilnego odebrania pociechy ze szkoły czy krótka wizyta u specjalisty potrafią całkowicie zdezorganizować zawodowy harmonogram. Pracownicy ratują się prośbami o prywatne wyjścia, co wiąże się z obowiązkiem późniejszego nadrobienia zaległości, ale nie każda firma pozwala na takie elastyczne podejście. Zazwyczaj kończy się to tak, że podwładny musi wypisać wniosek o pełny dzień urlopu wypoczynkowego, choć sama sprawa zajmuje mu zaledwie sześćdziesiąt minut. Aby ułatwić życie zatrudnionym, Fundacja „Można Lepiej!” postanowiła zainterweniować i 14 października złożyła w Sejmie oficjalną petycję w sprawie rewolucyjnej zmiany przepisów Kodeksu pracy.
Zgodnie z nadesłanym dokumentem podwładni zyskaliby prawo do rozliczania części swojego wypoczynku w pojedynczych godzinach pracy, unikając tracenia pełnych dni na drobne sprawunki. Pomysłodawcy nie rzucają słów na wiatr i dostarczyli gotowy projekt ustawy, który precyzyjnie definiuje maksymalny pułap takiego rozwiązania oraz narzuca sztywne ramy prawne dla pracodawców.
Urlop wypoczynkowy na godziny
Aktualne regulacje kadrowe uwzględniają wprawdzie rozliczanie dni wolnych w systemie godzinowym, jednak co do zasady zatwierdza się je na pełne dniówki, adekwatnie do obowiązującego harmonogramu. W praktyce oznacza to, że człowiek zatrudniony na klasycznym ośmiogodzinnym etacie nie ma prawnej możliwości zawnioskowania o zaledwie sto dwadzieścia minut wolnego w celu udania się do urzędu.
Prawodawca dopuszcza tu tylko jedno, bardzo specyficzne odstępstwo, które ma zastosowanie głównie pod koniec roku kalendarzowego. Mowa o sytuacji, w której osobie pracującej zostaje w rocznej puli mniej godzin urlopowych, niż wynosi jej standardowy wymiar czasu pracy w danym dniu. Tylko wtedy dopuszczalne jest formalne urwanie się z części zmiany, a w pozostałych wariantach należy radzić sobie w inny sposób.
Powszechną praktyką w wielu firmach jest wnioskowanie o krótkie zwolnienie w celu załatwienia ważnych spraw osobistych, a następnie skrupulatne odpracowywanie każdej minuty nieobecności. Niestety, to rozwiązanie jest zarezerwowane wyłącznie dla niektórych sektorów. W przedsiębiorstwach z restrykcyjnym grafikiem lub w przypadku pracy na ściśle określonych zmianach produkcyjnych, oddawanie długu czasowego jest po prostu fizycznie niemożliwe.
W niektórych firmach praktykuje się odrabianie krótkotrwałych nieobecności. Nie w każdym zakładzie pracy jest to jednak możliwe. Są przecież przedsiębiorstwa funkcjonujące w ściśle określonych godzinach. Wszystko zależy od charakteru pracy i sposobu jej organizacji – wyjaśnia Krzysztof Kwarciak, prezes Fundacji „Można Lepiej!”.
Nawet 24 godziny urlopu na sprawy prywatne
Zapisy forsowane przez fundację dają podwładnym szansę na rozbicie na drobne części wolnego stanowiącego ekwiwalent maksymalnie trzech pełnych dni roboczych w skali całego roku. Biorąc pod uwagę typowy etat z ośmiogodzinnym systemem pracy, daje to zatrudnionemu do dyspozycji wygodny bufor w postaci równych dwudziestu czterech godzin.
Mechanizm ten można zilustrować na prostym przykładzie osoby umówionej na specjalistyczne badania, które potrwają maksymalnie dwie godziny. Pracownik pomniejsza swój limit o te sto dwadzieścia minut, a reszta wyliczonego czasu pozostaje do jego ciągłej dyspozycji na wypadek przyszłych zdarzeń losowych. Największym plusem tej zmiany jest całkowity brak konieczności późniejszego zostawania po godzinach i wyrównywania braków.
Twórcy innowacyjnego rozwiązania nie zapomnieli o zabezpieczeniach i wpletli w przepisy dwa kluczowe mechanizmy obronne. Przede wszystkim tak rozdrobniony urlop mógłby zostać uruchomiony wyłącznie na bezpośrednie żądanie samego zainteresowanego pracownika, ale ostateczne słowo i tak należałoby do pracodawcy. Nie stworzono tu zatem darmowej furtki do samowolnego porzucania stanowiska pracy.
Wprowadzone obwarowania stanowią również solidną zaporę przed ewentualnymi machinacjami ze strony samych przedsiębiorców. Szefostwo nie zyskałoby prawa do jednostronnego wymuszania na załodze odbierania pojedynczych godzin urlopu w momentach przestoju lub niespodziewanego spadku zamówień.
Wymiar urlopu wypoczynkowego bez zmian
Potencjalna nowelizacja w żadnym wypadku nie dokłada dodatkowych dni wolnych do obowiązującej puli przysługującej etatowcom. Zależnie od lat przepracowanych na rynku, każdy wciąż dysponowałby pakietem 20 lub 26 dni urlopowych rocznie, a modyfikacji ulega jedynie elastyczność w operowaniu tym dobrem. Jeśli podwładny zagospodaruje sześć godzin na pilną naprawę auta lub wizytę u dentysty, jego roczny wymiar uszczupli się dokładnie o taką wartość. Jest to po prostu optymalizacja narzędzi, którymi pracownik już swobodnie dysponuje.
Wprowadzenie rygorystycznej granicy trzech dni ma z kolei za zadanie obronić nadrzędny cel odpoczynku pracowniczego, jakim jest długotrwała regeneracja organizmu. Lwia część zgromadzonych dni wolnych nadal musiałaby być konsumowana w tradycyjnej formie całodobowej. Przedstawiciele fundacji argumentują dodatkowo, że innowacja nie wywoła paraliżu w działach kadr, ponieważ systemy informatyczne przedsiębiorstw już dziś bazują na rozliczaniu urlopów w systemie godzinowym.
Nowe przepisy już od 2027 roku? Dokument czeka na głosowanie
Społecznicy wnioskują o bezpośrednią interwencję w treść artykułu 154² Kodeksu pracy, który jest dokumentem źródłowym w kwestii udzielania urlopów wypoczynkowych. Analogiczne postulaty wylądowały również na biurkach senatorów oraz decydentów z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Złożona dokumentacja precyzuje, że reforma miałaby zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku, dając firmom odpowiedni czas na rynkową adaptację. Droga do tego jest jednak daleka, gdyż nikt nie zagwarantuje ostatecznego poparcia ze strony parlamentu, a sama petycja musi najpierw przebrnąć przez skomplikowaną machinę legislacyjną.
W obecnych realiach prawnych osoby zatrudnione na umowę o pracę muszą wciąż radzić sobie ze sztywnymi zasadami i nie mogą swobodnie kawałkować swoich urlopów. Jeśli jednak politycy w końcu pochylą się nad inicjatywą społeczników i ją przegłosują, to sprawunki w okienku urzędu staną się znacznie mniej uciążliwe. Oznaczałoby to definitywny koniec wymuszonego marnowania ustawowych dni wolnych.