Polacy utknęli w Peru. Czekają na samolot do Polski

2020-03-23 8:52

Około 150 Polaków utknęło w Peru. Nie mają się jak stamtąd wydostać, ponieważ granice i główne lotnisko obsługujące turystów w Limie są zamknięte. Trwa akcja "Lot do domu", ale na liście miast, z których latają polskie samoloty, nie ma żadnego miasta w Peru. Wśród Polaków, którzy znaleźli się teraz w dramatycznej sytuacji, jest Ewa z Wrocławia.

Ewa zdecydowała się na podróż do Chile i Peru pod koniec lutego. Poleciała tam ze znajomymi. Ale wtedy, pod koniec lutego - jak wspomina - nic nie wskazywało na tak dramatyczny rozwój sytuacji związanej z pandemią (przypomnijmy: pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce wykryto dopiero 4 marca).

Ewa wraz ze znajomymi z Chile pojechała na kilkudniową wycieczkę do Peru. Polacy mieli wrócić z powrotem do Chile, ale... nie zdążyli. W Peru jest na razie 363 zakażonych, ale władze tego kraju od razu podjęły drastyczne środki. Zamknięto granice. 

- Tu nie jest tak jak w Polsce, że najpierw wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego, potem stan epidemii i do tych wszystkich obostrzeń można się było przygotować. Tu to wszystko działo się w ciągu czterech godzin. Zamknięto granice, wprowadzono zakaz przemieszczania się. W internecie krąży filmik, jak policja ściga człowieka, który wyszedł tylko wynieść śmieci - opowiada Ewa z Wrocławia. - Na domiar złego dziś zamknięto lotnisko w Limie. Jedyne lotnisko, które mogłoby obsługiwać turystów i na które mógłby po nas przylecieć samolot. Ruch lotniczy, kolejowy i morski jest wstrzymany. Teraz czynne jest tylko lotnisko wojskowe, ale to, czy polski Dreamliner będzie mógł na nie przylecieć, zależy od tego, czy rząd polski i peruwiański dogadają się między sobą. Owszem, na stronie Lot do domu są loty z Rio, ale co nam po nich, skoro granice są zamknięte?

Jeszcze w gorszej sytuacji są Polacy, którzy przebywają w innych miastach niż stolica Peru. Ze względu na zakaz przemieszczania się, mogą mieć problem, by dotrzeć do Limy, a tylko stąd będzie można, choć wciąż nie wiadomo kiedy, zabrać ich samolotem do Polski.

Ewa też miała podobny problem. Na dzień przed tym, jak wprowadzono w Peru zakaz przemieszczania się, była w Cusco - mieście w południowej części kraju. W ostatniej chwili wraz ze znajomymi podjęła decyzję, by ruszyć taksówką w stronę Limy.

- Jechaliśmy taksówką 20 godzin, zapłaciliśmy majątek, ale nie o pieniądze tu chodzi. To była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy wtedy podjąć. Po prostu chcemy wrócić do domu - dodaje Ewa.

Po ulicach miast Peru krąży wojsko, które sprawdza, czy obywatele oraz turyści przestrzegają zakazu przemieszczania się, sytuacja jest trudna.

Ambasada Polski w Limie zapewnia, że lot się odbędzie, ale kiedy? Tego na razie nie wiadomo. Na fanpage'u ambasady możemy natomiast przeczytać, że ostateczna decyzja o terminie lotu zależy nie od Polski, a od władz Peru (jest to związane z nowym dekretem wprowadzonym przez peruwiańskie władze).

Oprócz tego tak długie połączenie wymaga międzylądowania, co wiąże się z dodatkowymi ustaleniami. Niemniej, w porozumieniu z władzami Peru oraz LOT-em usiłujemy wypracować kompromis, który pozwoli na jak najszybszą realizację lotu. Działania w tej sprawie – zgodne z nowymi zarządzeniami - zostały już przez nas podjęte

- czytamy w komunikacie polskiej ambasady. Przedstawiciele polskiej ambasady apelują również, by terminu lotu nie sprawdzać na stronie Lot do domu, bo na razie rejs nie będzie na niej wyświetlany.

Koronawirus instrukcja postępowania
Nasi Partnerzy polecają
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE