Polacy polecieli za Bałtyk i dotarli do... cmentarzyska samochodów [ZDJĘCIA]

2019-12-09 7:47
Cmentarzysko samochodów
Autor: Urbex by night

Grupa urban eksploratorów z Polski dotarła do Skandynawii, gdzie znajduje się jedno z najbardziej fotogenicznych cmentarzysk samochodów na świecie. Zobaczcie, co Polacy zastali na miejscu! Zdjęcia przywołują na myśl serial... "The Walking Dead"! Przeczytajcie relację.

Kiedy zainteresujesz się rozrywką typu urban exploration zaczynasz szukać różnych miejsc, które mogłyby temu odpowiadać. Na początku zadowalasz się każdym „gruzem”, nieużytkiem czy ruinami. Z czasem jednak apetyt rośnie i pierwsze-lepsze opuszczone miejsce nie cieszy tak jak na początku. Zaczynasz szukać „perełek”, które nie tylko są opuszczone, ale mają w sobie „duszę”, jakąś ukrytą tajemnicę, mnóstwo pozostałości po mieszkańcach... Z uporem maniaka zaczyna się poszukiwanie nie tylko na naszym rodzinnym Śląsku... Czasem nawet nie tylko w Polsce... Kiedy zabrniesz za daleko, możesz wylądować nawet na... dalekiej północy. Właśnie tam Was dziś zabierzemy! Zatem... Startujemy!

Z początkiem października wsiadłyśmy na pokład samolotu (o ile tanie linie ułatwiają takie wyprawy!), by kilka godzin później wylądować w pięknym, ale zimnym kraju. Po złapaniu mroźnego powietrza w płuca ruszyłyśmy w dalszą drogę (tym razem już wynajętym samochodem), by przekroczyć kolejną granicę państwa. Samo dotarcie do naszego celu stanowiło fajną przygodę. Ostatnie 30 minut podróży pokonywałyśmy wiejską nieutwardzoną drogą, pośród niesamowicie klimatycznych wiejskich zabudowań i w kompletnym lesie! Zachwycone i lekko zestresowane stanem karoserii samochodu w końcu wśród gęstego lasu znalazłyśmy to, czego szukałyśmy!
Cmentarzyszko aut!


Początek był skromny... Kilka starych samochodów - a raczej ich szkieletów - niedaleko głównej ścieżki. Jednak im głębiej w las, tym więcej... pojazdów. Niektóre ustawione przypadkowo, kolejne ułożone równo, jeden na drugim, tworzące złomowe wieże, zgodnie z jakimś planem właściciela.

Jesień, kolory natury, wraki aut i ogólny chłód tego miejsca tworzyły postapokaliptyczny klimat, rodem z serialu The Walking Dead (oczywiście tylko z pierwszych sezonów).
Jak się okazało, miejsce to jest ogólnodostępne. Spotkałyśmy wielu zwiedzających z aparatami i wycieczkowiczów na rowerach. Mimo sporego ruchu, który utworzył się przy jednej ze ścieżek, każdy w ciszy wymierzał aparatem w swój cel i odchodził.


Cmentarzysko jest opuszczone od kilkudziesięciu lat i natura powoli zaczyna odzyskiwać swoje tereny. Mech, który porósł wraki, czy brzoza wyrastająca spod maski auta jest na to żywym dowodem. Najlepsze jednak było przed nami!


Na opuszczonym terenie znajdowały się oddalone od siebie dwa budynki. Wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, że miejsce przypomina farmę Hershela, ze wspomnianego wcześniej The Walking Dead. Panorama, odpowiedni filtr i pyk! zdjęcie jak z planu seriali. Jeszcze chwilę zachwycamy się widokiem kilkudziesięciu aut, ustawionych przed domem. Jednak już wiemy, że do wspomnianego budynku spróbujemy się dostać. Rzucamy do siebie porozumiewawcze spojrzenia, mówiące "obejdźmy go, w poszukiwaniu wejścia!”. Mamy to! na parterze było otwarte okno. Niefart, że okno było dość wysoko, ale od czego jest skrzynka, znajdująca się na ganku? Etap wchodzenia do środka pominiemy... (nie, nie wskakujemy ze sportową gracją niczym ninja... chociaż możecie tak myśleć).

Pierwszym pomieszczeniem była kuchnia. Stary piec, z pozostawionymi garnkami, obok zlew zapełniony szklankami, czajnik, toster na oknie. Pełne wyposażenie. Niestety, po kolenym pomieszczeniu było widać, że nie byłyśmy tam pierwsze. W pokoju dziennym panował bałagan. Pootwierane szuflady, szafki, wszystkie rzeczy wyciągnięte na wierzch. Na stole listy, pocztówki, zdjęcia i inne dokumenty. Wśród panującego chaosu udało się dostrzec piękne meble, których pewnie w naszym kraju, w podobnym miejscu już by nie było... Na ścianie wisiał portret (prawdopodobnie właścicieli). Kolejne pomieszczenie to sypialnia z pianinem i zostawionymi na nim nutami.

W końcu trafiłyśmy na przedpokój z kręconymi, drewnianymi schodami. Nie zastanawiając się długo udałyśmy się na piętro. Na górze znajdował się strych z różnymi rupieciami i mały pokoik z widokiem na cmentarzysko. Dopiero patrząc przez okno zdałyśmy sobie sprawę z ogromu powierzchni terenu i z faktu, że wokół znajdują się setki aut - w większości z czasów II wojny światowej!


Ten urbex to prawdziwa perełka, nie tylko dla fanów motoryzacji, a w domu znajduje się wiele rzeczy, pamiątek i sprzętów, dzięki którym trochę mogłyśmy poznać dawnych właścicieli cmentarzyska. Mimo że natura odzyskuje swoje tereny i za kilka, może kilkanaście lat wszystko będzie tu wyglądać zupełnie inaczej, mamy nadzieję jeszcze wrócić na "farmę Hershela", by znów poczuć ten cudowny, lekki dreszczyk...

TEKST i ZDJĘCIA: A. Michta, M. Konopka, N. Ciszewska

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE