Spędził ponad 40 lat w więzieniu. Sędzia wręcz wyśmiał kluczowy dowód
Wielki skandal w USA! Jest bardzo możliwe, że niewinny człowiek siedział w więzieniu niemal pół stulecia za coś, czego nie zrobił. Chodzi o sprawę Charlesa McCrory'ego. Amerykanin miał 26 lat, gdy został skazany na dożywocie za zabójstwo swojej żony Julie Bonds McCrory w Alabamie. Do zbrodni doszło w maju 1985 roku. Para była wtedy w trakcie rozwodu.
Julie znaleziono martwą w jej domu. Miała poważne obrażenia głowy i klatki piersiowej. Na jej ramieniu zauważono też dwa niewielkie ślady. Wówczas biegły uznał je za ślady ugryzienia i stwierdził przed sądem, że pasują do zębów jej męża.
Nie znaleziono DNA, nie przyznał się do zabójstwa, a na jego ubraniach i w mieszkaniu nie było krwi żony
To właśnie ten dowód miał duże znaczenie dla skazania McCrory'ego. Nie znaleziono DNA, które wskazywałoby na jego winę, nie przyznał się do zabójstwa, a na jego ubraniach i w mieszkaniu nie było krwi żony.
Po latach analiza śladów ugryzień została uznana za niewiarygodną metodę. Co więcej, dentysta Richard Souviron, który zeznawał w procesie, wycofał się ze swoich wcześniejszych wniosków. Przyznał, że dziś nie złożyłby takich zeznań i nie może być nawet pewien, że ślady na ręce kobiety pozostawiły zęby.
Federalny sędzia Austin Huffaker Jr. uznał, że dowód dotyczący ugryzienia miał duży wpływ na wynik procesu, a pozostałe dowody przeciwko McCrory'emu były słabe. Ocenił, że proces był przez to niesprawiedliwy, oparty na czymś, co nazwał "junk science", śmieciową pseudonauką.
Władze Alabamy mają teraz 180 dni na rozpoczęcie nowego procesu. Jeśli tego nie zrobią, McCrory ma zostać zwolniony.
Sześć lat temu mężczyzna mógł wyjść z więzienia, gdyby przyznał się do zabójstwa. Odmówił. – Nie przyznam się do czegoś, czego nie zrobiłem – tłumaczył.