Europa w ogniu protestów. Tłumy na ulicach i spalone zabytki

2026-10-18 11:46

Grupa zamaskowanych napastników siłą wdarła się do ratusza w Limoges, po czym celowo wznieciła pożar. Ogień zrujnował ponad 140-letni zabytek, doprowadzając do zawalenia się dachu oraz wieży zegarowej. Szokujące zniszczenie tego gmachu stało się głównym symbolem sobotnich rozruchów we Francji, gdzie manifestacje szybko przerodziły się w uliczne walki z policją i masowe grabieże. Tego samego dnia podobne, choć mniejsze demonstracje wybuchły we Włoszech i Belgii. Głównym motywem łączącym protestujących jest stanowczy sprzeciw wobec drastycznie rosnących kosztów utrzymania.

Setki tysięcy demonstrantów we Francji

Największe uderzenie społecznego niezadowolenia miało miejsce w sobotę, 17 października, na terytorium Francji. Szef resortu spraw wewnętrznych Laurent Nunez poinformował, że na ulice wyszło około 550 tysięcy obywateli. Z kolei przedstawiciele związku zawodowego CGT twierdzą, że rzeczywista frekwencja była znacznie wyższa i sięgnęła blisko 800 tysięcy manifestantów.

Zdecydowana większość zgromadzeń miała charakter pacyfistyczny, jednak sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. W wielu lokalizacjach do pokojowych marszów przeniknęły zamaskowane bojówki, których jedynym celem było sianie chaosu i prowokowanie starć z organami ścigania.

Zabytkowy ratusz w Limoges stanął w ogniu

Jeden z najbardziej dramatycznych incydentów rozegrał się w centralnej Francji, w miejscowości Limoges. Agresywny tłum wtargnął do budynku lokalnego magistratu i z premedytacją podłożył w nim ogień.

Płomienie natychmiast strawiły wyższe piętra konstrukcji. Zniszczeniu uległa wysoka na 43 metry wieża zegarowa, a niemal cały dach, z wyjątkiem skrzydła zachodniego, zapadł się do środka. Przedstawiciele regionu donoszą, że uszkodzone są również zewnętrzne mury gmachu, a zszokowani urzędnicy wprost mówią o niewyobrażalnej katastrofie dla całego dziedzictwa narodowego.

Spalony obiekt liczył sobie 143 lata. Prace nad jego wzniesieniem ruszyły w 1879 roku, a uroczyste oddanie do użytku miało miejsce w lipcu 1883 roku. W latach 70. ubiegłego stulecia budowlę wpisano na listę najważniejszych zabytków chroniących kulturowy dorobek Francji.

Zamieszki w największych francuskich miastach

Dramat z Limoges to zaledwie wierzchołek góry lodowej, ponieważ fala wandalizmu zalała niemal cały kraj. Do brutalnych starć i niszczenia mienia doszło również w Paryżu, Lyonie, Marsylii, Lille oraz Bordeaux.

W Marsylii protestujący ubrani całkowicie na czarno wyłamali drzwi do tamtejszego urzędu miasta, zostawiając we wnętrzu znaki anarchistyczne. W Lyonie z dymem puszczono punkt informacji turystycznej, a w stolicy państwa celem agresji stały się placówki bankowe, radiowozy i prywatne biznesy.

Szczególnie niespokojnie było w okolicach paryskiego placu Republiki, gdzie z pozoru zwykły marsz zamienił się w prawdziwą bitwę. W kierunku funkcjonariuszy poleciał grad butelek, kostki brukowej i fajerwerków. Na ulicach płonęły samochody i prowizoryczne barykady, a złodzieje wybijali okna i opróżniali sklepowe półki. Siły porządkowe musiały sięgnąć po armatki wodne i granaty z gazem łzawiącym.

Identyczny scenariusz zrealizowano w innych metropoliach. Wściekli uczestnicy demonstracji dewastowali nie tylko markowe butiki, ale też zwykłe markety, salony operatorów komórkowych oraz instytucje publiczne.

1200 zatrzymanych, 150 rannych policjantów

Skutki weekendowych starć są katastrofalne. Jak przekazał premier Sebastien Lecornu, mundurowi zatrzymali łącznie około 1200 agresorów. Szef rządu wyliczył również, że w wyniku walk obrażenia odniosło ponad 150 policjantów.

Władze nie zamierzają puścić płazem tych przestępstw i zapowiadają masowe śledztwa w oparciu o miejski monitoring oraz filmy wrzucane do sieci. Prezydent Emmanuel Macron kategorycznie zadeklarował, że wszyscy uczestnicy grabieży, podpaleń i napadów na państwowe placówki zostaną schwytani i surowo osądzeni.

Szef francuskiego rządu bezpośrednio obarczył winą za ten chaos skrajnie lewicowe bojówki oraz zorganizowane grupy przestępcze. Według premiera, bandyci celowo podłączyli się pod legalne protesty, by bezkarnie atakować służby i rabować majątek.

– Nie pozwolimy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swojego politycznego programu przy użyciu przemocy – zapowiedział premier Francji, cytowany przez Agencję Reutersa.

Sami uczestnicy legalnych zgromadzeń mocno odcięli się od działań wandali. Zaznaczali wyraźnie, że ogromne rzesze obywateli protestują z powodu pogarszających się warunków bytowych, a nie z chęci obracania własnych miast w perzynę.

Protest zaczął się od problemów francuskich szkół

Obecny kryzys nie wybuchł z dnia na dzień. Zaczęło się od strajków młodzieży z liceów zlokalizowanych na robotniczych osiedlach w północnej części Paryża.

Uczniowie domagali się poprawy katastrofalnego stanu placówek edukacyjnych, dofinansowania szkolnictwa i załatania wakatów nauczycielskich. Z biegiem czasu ich postulaty poparli pedagodzy, rolnicy, działacze klimatyczni, pracownicy budżetówki oraz weterani słynnego ruchu „żółtych kamizelek”.

Szkolny bunt szybko przerodził się w ogólnonarodową dyskusję o drastycznych nierównościach i upadku jakości usług publicznych. Manifestanci narzekają na astronomiczne koszty paliw, jedzenia i wynajmu mieszkań, całkowicie tracąc wiarę we francuski system zabezpieczeń społecznych.

Rząd znajduje się w tragicznym położeniu ze względu na kurczącą się państwową kasę. Konieczność walki z potężnym długiem wymusza drastyczne cięcia budżetowe, co z kolei prowokuje kolejne strajki sektora publicznego i potężnych central związkowych.

Zamieszki również w Mediolanie i Bolonii

W tym samym czasie podobne nastroje eksplodowały na ulicach włoskich miast. Najbardziej brutalne zamieszki miały miejsce w ścisłym centrum Mediolanu.

Włoski protest przeciwko drożyźnie i globalnym konfliktom zbrojnym początkowo był bardzo spokojny. Wśród zebranych powiewały m.in. palestyńskie barwy narodowe, jednak wkrótce zamaskowani chuligani zaatakowali kordon policji przy użyciu kamieni i fragmentów bruku.

Na słynnym Piazza del Duomo zapłonęły ogniskowe barykady zrobione ze zniszczonych krzeseł i stolików z pobliskich restauracji. Zdemolowano radiowóz karabinierów oraz ograbiono okoliczne butiki, przez co służby musiały wytoczyć armatki wodne i gaz. W efekcie rannych zostało minimum dwóch funkcjonariuszy, a do aresztu trafiło około 50 agresorów, w tym wielu nastolatków.

Zadyma zmusiła władze do zamknięcia stacji metra i wielu lokali usługowych w rejonie katedry. Przerażeni turyści i lokalsi w pośpiechu ewakuowali się z placu, który zazwyczaj w weekendy tętni życiem.

Mniejsze starcia miały miejsce także w Bolonii, gdzie również użyto armatek wodnych, a w kajdanki zakuto siedem osób. Agresję wobec policji stanowczo skrytykowała włoska premier Giorgia Meloni. Z kolei burmistrz Mediolanu przyznał, że choć rozumie gniew ludzi spowodowany inflacją, absolutnie nie ma zgody na dewastowanie przestrzeni publicznej.

Fala przemocy przelała się również przez Belgię

Bunt społeczny dotarł także do Belgii, choć miał on zdecydowanie łagodniejszy przebieg niż we Włoszech czy we Francji. Na ulicach Brukseli zgromadziło się kilkuset obywateli, głównie w wieku studenckim.

Aktywiści ze stowarzyszeń akademickich wprost sprzeciwiają się reformom edukacji oraz horrendalnym kosztom życia, które uderzają w portfele żaków. Część tłumu starła się ze stróżami prawa, zmuszając ich do użycia środków przymusu bezpośredniego w postaci gazu i armatek po tym, jak na ulicach rozpalono ogień i obrzucono policję różnymi przedmiotami.

Podobny, nieco mniejszy zryw zorganizowano w Liège, gdzie tłum również musiał zostać rozbity przy użyciu silnego strumienia wody. Belgijskie służby porządkowe do tej pory nie opublikowały dokładnych szacunków dotyczących liczby demonstrujących.

Wydarzenia z tych trzech państw nie były wynikiem jednej, odgórnie sterowanej kampanii. Wszystkie te protesty spina jednak klamra niezgody na rosnącą biedę i fatalny stan sektora publicznego. Młode pokolenie Europejczyków, zdominowane przez środowiska lewicowe, głośno sprzeciwia się rosnącej przepaści majątkowej między wąską elitą a zwykłymi obywatelami.

ROLKI