Spis treści
Dlaczego resuscytacja w kosmosie jest tak trudna?
Pomyśl o udzielaniu pierwszej pomocy, podczas której po uciśnięciu klatki piersiowej pacjenta po prostu odlatujesz w przeciwnym kierunku. Choć brzmi to absurdalnie, w rzeczywistości jest to ogromne zagrożenie, z którym borykają się twórcy misji kosmicznych. Brak grawitacji sprawia, że standardowe procedury ratunkowe stają się niemożliwe do wykonania. Tym trudnym zagadnieniem zajęli się badacze z Polski.
Prace badawcze prowadzone są przez zespoły specjalistów, a na ich czele stoją dr n. med. Arkadiusz Trzos z Collegium Medicum UJ i płk rez. dr n. med. Krzysztof Kowalczuk z WIML. Ten drugi zwraca uwagę na istotę wyzwania.
Prowadzenie skutecznego RKO jest krytycznie istotne dla długotrwałych lotów kosmicznych, ale w praktyce stanowi olbrzymie wyzwanie. Ze względu na nieważkość astronauta próbujący wykonać resuscytację odbija się od osoby, której chce udzielić pomocy. Konieczne jest więc szybkie i pewne zamocowanie poszkodowanego i ratownika do podłoża – wyjaśnia Kowalczuk.
Stworzony w Polsce system CMRS/ARS ma za zadanie wyeliminować tę barierę w ratownictwie w warunkach zerowej grawitacji. W początkowej fazie projektowano go do wykorzystania podczas lotów orbitalnych oraz dla branży turystyki kosmicznej. Szybko zorientowano się jednak, że jego możliwości są znacznie szersze i mogą okazać się niezbędne w kontekście dalekich misji załogowych, takich jak wyprawy na Księżyc czy Marsa.
Jak działa polski system do reanimacji w kosmosie?
Wiedząc, że główną przeszkodą jest mikrograwitacja, warto sprawdzić, jak polski zespół poradził sobie z tym problemem. Ich zaawansowane rozwiązanie bazuje na dość prostym koncepcie: w sytuacji braku możliwości stania na podłodze, konieczne jest wykreowanie niezależnego i trwałego punktu podparcia. Właśnie tak funkcjonuje sprzęt CMRS/ARS. Nie jest to skomplikowana aparatura medyczna, a raczej stelaż stabilizujący, przypominający nowoczesne nosze zintegrowane z mocowaniami dla osoby ratującej. System spełnia trzy podstawowe funkcje:
- Utrzymuje pacjenta w bezruchu. Za pomocą zestawu pasów ratowanego astronautę można błyskawicznie zabezpieczyć.
- Gwarantuje pozycję ratownikowi. Dedykowane uchwyty dają mu możliwość oparcia się i użycia własnej siły mięśni, eliminując ryzyko odepchnięcia i swobodnego unoszenia się w statku.
- Oferuje sztywne podłoże. Konstrukcja zapewnia twardą płaszczyznę pod plecami poszkodowanego, co jest absolutnie niezbędne do prawidłowego wykonywania ucisków klatki piersiowej.
Wykorzystanie systemu CMRS/ARS sprawia, że poprawna reanimacja poza Ziemią jest w końcu realna, bo udzielający pomocy może używać odpowiedniego nacisku bez unoszenia się w powietrze. Prace nad sprzętem są zaawansowane – dotychczas zrobiono osiem różnych modeli testowych, a inżynierowie przygotowują kolejny, bardzo lekki wariant z wykorzystaniem włókna węglowego. To dowód na ich wielkie zaangażowanie w najmniejsze szczegóły.
Co dalej z polskim wynalazkiem? Droga do NASA i na Marsa
Nasz rodzimy sprzęt, choć nadal w fazie prób, zdążył już zrobić wrażenie na arenie międzynarodowej. Doktor Trzos podkreśla, że koncepcja zebrała pochlebne opinie od specjalistów ze Stanów Zjednoczonych.
Założenia systemu oraz wyniki częściowych testów w warunkach symulujących mikrograwitację prezentowaliśmy na międzynarodowych konferencjach astronautycznych. Koncepcja spotkała się z dużym zainteresowaniem specjalistów z NASA
– zaznacza Trzos. Obecnie to tylko nieoficjalne dyskusje. Projekt, mimo wywołania sporego zainteresowania, nie doczekał się jeszcze formalnych umów z międzynarodowymi agencjami. Pomysłodawcy jednak nie ustają w wysiłkach i starają się o możliwość przejścia do kolejnej fazy testów. Zgłosili projekt do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), by móc sprawdzić go w lotach parabolicznych. To specjalistyczne loty, które przez kilkadziesiąt sekund symulują mikrograwitację zbliżoną do tej na Srebrnym Globie czy w kosmosie. To właśnie one wskażą, czy urządzenie faktycznie sprawdzi się w działaniu.
Przejście od etapu koncepcyjnego do uzyskania certyfikatów niezbędnych do lotów w kosmos wymaga dużo czasu i nakładów finansowych. Pieniądze z grantów od Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Ministerstwa Nauki zostały już wykorzystane. W tej chwili prace opłacane są z własnych środków badaczy oraz ich partnerów, a do tej pory pochłonęły blisko pół miliona złotych. Zanim system wyruszy w przestrzeń kosmiczną, musi przejść szereg rygorystycznych testów, takich jak badanie odporności na ogień, kompatybilności elektromagnetycznej czy sprawdziany ergonomii.
Pomimo trudności, badacze są pełni pozytywnego nastawienia. Jeżeli pozyskają fundusze i zakończą testy z powodzeniem, skuteczna reanimacja na orbicie mogłaby wejść do powszechnego użytku w ciągu najbliższych lat. Twórcy przewidują, że w przyszłości ich urządzenie mogłoby stanowić część wyposażenia ISS, a także zostać wykorzystane podczas misji księżycowych Artemis IV i Artemis V. Oznacza to, że wynalazek z Polski realnie przyczyniłby się do poprawy bezpieczeństwa astronautów w drodze na Księżyc, a z czasem również na Czerwoną Planetę.