Spis treści
Kraje UE popierają Polskę w walce z ETS2
Sytuacja w Parlamencie Europejskim staje się coraz bardziej dynamiczna dzięki działaniom polskiej delegacji, której przewodzi europoseł Polskiego Stronnictwa Ludowego, Adam Jarubas. Polityk przekazał, że wewnątrz Europejskiej Partii Ludowej (EPL) – najliczniejszej grupy w europarlamencie – wyraźnie przybiera na sile opór wobec budzącego ogromne emocje systemu ETS2.
Okazuje się, że polska ofensywa wymierzona w nowe opłaty spotkała się z szerokim odzewem. Do sojuszu sprzeciwiającego się nowym regulacjom przystąpili deputowani z Hiszpanii, Włoch, Francji, Rumunii, Chorwacji, Słowenii, Słowacji, Estonii, Bułgarii oraz Węgier. Taka grupa stanowi już poważną siłę polityczną, zdolną do realnego modyfikowania unijnego prawa.
Na agendzie znalazły się dwa kluczowe żądania. Polska reprezentacja, wspierana przez wysłanników z dziesięciu innych stolic, naciska na przesunięcie startu ETS2 przynajmniej do 2031 roku. Według obecnego harmonogramu mechanizm miałby ruszyć już w 2028 roku. Rozważany jest także scenariusz bardziej kategoryczny, czyli całkowite porzucenie projektu ETS2, co spotkało się z aprobatą dziesięciu państw, z wyłączeniem Bułgarii.
W najlepszym razie chcielibyśmy oczywiście, żeby ten ETS2 został w ogóle wyrzucony z systemu, a w najgorszym razie, żeby co najmniej do roku 2031 odroczyć jego wprowadzenie – powiedział europoseł Adam Jarubas podczas konferencji w Strasburgu.
Czym jest system ETS2 i dlaczego uderzy w portfele Polaków?
Brukselska batalia toczy się wokół skrótu ETS2. W uproszczeniu jest to poszerzenie funkcjonującego już unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS), który dotychczas skupiał się na przemyśle ciężkim i sektorze energetycznym. Obecnie Unia Europejska planuje włączyć do niego dwa nowe, niezwykle istotne dla domowych budżetów obszary: transport drogowy oraz budownictwo.
W rzeczywistości ETS2 to nic innego jak nowy podatek nałożony na paliwa i ogrzewanie, którego ciężar spadnie bezpośrednio na konsumentów. Zasada działania jest nieskomplikowana: dystrybutorzy paliw samochodowych oraz surowców opałowych zostaną zmuszeni do nabywania uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Ten dodatkowy wydatek naturalnie przerzucą na ostatecznych odbiorców, co znajdzie odzwierciedlenie w wyższych cenach na stacjach paliw i rachunkach za ciepło.
Główne obiekcje dotyczą konsekwencji społecznych. Krytycy tego rozwiązania, w tym europoseł Adam Jarubas, akcentują, że nakładanie kolejnych danin w aktualnych realiach gospodarczych jest absolutnie niedopuszczalne.
Krótko mówiąc: miliony mieszkańców Europy, w tym obywatele Polski, potraktują to jako następną podwyżkę, która boleśnie uszczupli ich portfele.
Kryzys paliwowy pokazał, że wprowadzenie dodatkowych obciążeń w postaci ETS2 byłoby karkołomne. I gospodarka, i my jako użytkownicy aut, ci, którzy płacą wysokie koszty ogrzewania, potrzebujemy radykalnej zmiany podejścia do tej opłaty – zaznaczył polityk PSL.
Czy Adam Jarubas i polska koalicja zablokują ETS2?
Ostateczny rezultat zależy od determinacji i spójności koalicji formowanej przez Warszawę. Jak już wiadomo, aż jedenaście krajów opowiada się za odłożeniem inauguracji ETS2 z 2028 na 2031 rok. Taki ruch zapewniłby trzy lata zapasu na dostosowanie gospodarek i finansów obywateli do nowych kosztów, co traktowane jest jako absolutne minimum.
Istnieje również wariant maksymalny. Dziesięć z jedenastu wspomnianych delegacji (z pominięciem Bułgarii) popiera poprawkę całkowicie wykreślającą ETS2 z unijnej agendy. Europoseł Adam Jarubas zwraca uwagę, że klimat polityczny w Parlamencie Europejskim ulega transformacji, a argumentacja oparta na kosztach społecznych przekonuje coraz szersze grono decydentów.
To dowodzi, że sprawa pozostaje otwarta. Choć Komisja Europejska przedstawiła projekt reformy, ostateczne brzmienie regulacji leży w rękach Parlamentu Europejskiego, gdzie walka toczy się o każdy mandat.
Wielu europosłów zmieniło swoje zdanie w sprawie ETS2, więc polskie postulaty mają szanse na realizację – ocenił Jarubas.
Rząd Donalda Tuska wspiera walkę z nowym podatkiem od paliwa
Aktywność polskich deputowanych w Brukseli nie jest działaniem w próżni. Posiadają oni pełne poparcie na najwyższym szczeblu rządowym, co wydatnie wzmacnia pozycję negocjacyjną naszego kraju. Premier Donald Tusk otwarcie zadeklarował, że Rada Ministrów podziela niepokoje związane z implementacją nowej daniny.
Decydujące znaczenie miały konkluzje z niedawnego szczytu Unii Europejskiej. Szef rządu poinformował, że w dokumencie końcowym umieszczono zapis obligujący Komisję Europejską do „zaktualizowania oceny wszystkich skutków ETS2, w szczególności jego struktury i zabezpieczeń”. W dyplomatycznym żargonie stanowi to niezwykle stanowczy komunikat.
W praktyce oznacza to rosnący nacisk na rewizję całego projektu. Gabinet Donalda Tuska stoi na stanowisku, że budzący sprzeciw mechanizm ETS2 wymaga ponownej analizy pod kątem reperkusji społeczno-gospodarczych przed jego ewentualnym wdrożeniem. Taka postawa idealnie współgra z narracją europosłów, którzy ostrzegają, że nowy podatek od paliwa i ogrzewania uderzy w pierwszej kolejności w finanse przeciętnych konsumentów.
Spójny front rządu i europarlamentarzystów wysyła unijnym partnerom jasny sygnał, że Polska traktuje tę kwestię jako priorytet i nie zrezygnuje z obrony portfeli swoich obywateli.