policja

i

Autor: pixabay

35-latek podejrzany o zabójstwo kobiety i mężczyzny. Brał narkotyki i pił alkohol

2023-01-17 15:58

Sąd w Łodzi aresztował 35-latka podejrzanego o zabójstwo mężczyzny i kobiety - poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Tragicznej nocy podejrzany ze znajomymi brał narkotyki i pił alkohol. Mężczyzna przyznał się do zbrodni; grozi mu dożywocie.

- Uwzględniając wniosek prokuratora sąd tymczasowo aresztował 35-latka, podejrzanego o dokonanie dwóch zbrodni zabójstwa. Mężczyźnie grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Podczas wczorajszego przesłuchania przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów. Ofiarami zabójstwa są 34-latek, wieloletni znajomy podejrzanego i poznana przed rokiem kobieta w wieku lat 30 - przekazał we wtorek prok. Kopania.

CBŚP PRZEJĘŁO 163 KG AMFETAMINY

Tragedia rozegrała się w nocy z soboty na niedzielę w budynku przy ulicy Tymienieckiego w Łodzi, gdzie m.in. znajdują się mieszkania pod wynajem krótkoterminowy. Z relacji śledczych wynika, że policja została powiadomiona o odnalezieniu w korytarzach budynku dwóch zakrwawionych osób - 34-latka i 30-latki.

Próba reanimacji kobiety okazała się bezskuteczna. Piętro wyżej natomiast, nieopodal mieszkania, w którym doszło do zdarzenia, znaleziono ciało mężczyzny.

- Na ciele obu ofiar ujawniono bardzo liczne rany. Zarówno w mieszkaniu, jak i na zewnątrz widoczne były ślady krwi. Zabezpieczono nóż kuchenny – prawdopodobne narzędzie zbrodni. W lokalu znaleziono butelki po alkoholu i prawdopodobnie substancje psychotropowe - zaznaczył rzecznik łódzkiej prokuratury.

W niedzielę nad ranem na ul. Piotrkowskiej policjanci zwrócili uwagę na dobijającego się do jednego z kościołów mężczyznę; był bardzo pobudzony, nie miał na sobie kurtki, a kontakt z nim był praktycznie niemożliwy. Na jego ciele i odzieży ujawniono ślady krwi, a po przewiezieniu do szpitala stwierdzono, że znajduje się pod wpływem środków odurzających.

Z ustaleń śledczych wynikało, że był to 35-latek, który w sobotę w godzinach południowych wynajął mieszkanie, w którym doszło do tragedii. Po południu w sobotę 30-latka, 34-latek i 35-latek przyjechali na ul. Tymienieckiego, zajmując wynajęty na jedną dobę lokal.

- Od tego czasu praktycznie cały czas tam pozostawali. Tylko raz mężczyźni udali się na pobliską stację benzynową, gdzie zakupili alkohol, a następnie wrócili - zrelacjonował prok. Kopania.

35-latek przyznał się do popełnienia zarzucanych mu zbrodni. Podczas przesłuchania w prokuraturze wyjaśnił, iż nie pamięta samego momentu ataku.

- Jak twierdzi w pewnym momencie usłyszał głosy i zobaczył demony, później zaczął z nimi walczyć. Następnie wybiegł z mieszkania - dodał Kopania.