Sara usłyszała od lekarzy, że nie ma o co walczyć. Minęły cztery lata, a ona się nie poddała, teraz szuka ratunku w Izraelu

i

Autor: Sara Fodrowska

pomoc

Sara usłyszała od lekarzy, że nie ma o co walczyć. Minęły cztery lata, a ona się nie poddała, teraz szuka ratunku w Izraelu

2024-03-05 14:48

- Te ponad cztery lata walki to potężny rollercoaster emocjonalny i fizyczny. Stoczyłam wiele bitew, ale do ostatniej wojny jesteście potrzebni mi Wy - mówi Sara Fodrowska z Bydgoszczy. Możliwości leczenia w Polsce już się dla niej wyczerpały, a rak wciąż ją wyniszcza. Lekarze z Izraela przebadali jej geny, mają lek biologiczny. Spodziewają się, że może zadziałać skutecznie na 90 proc. jej komórek nowotworowych. Jedna dawka kosztuje 132 tys. zł. Bydgoszczanka będzie potrzebowała najpewniej sześciu.

Bydgoszczanka walczy z nowotworem. Nie ma już szans na leczenie w ramach NFZ

Sara nie od razu usłyszała właściwą diagnozę. Lekarze początkowo myśleli, że przyczyną jej problemów z samopoczuciem i apetytem są niegroźne torbiele. Jako 24-latka nie była w grupie ryzyka, nie brali pod uwagę, że to może być rak. A był - złośliwy nowotwór jajnika w IV stopniu. Na własną rękę szukała specjalistów w Polsce, którzy będą mogli jej pomóc. Znalazła prywatną klinikę w Gdańsku, z czasem polecono jej tamtejsze Uniwersyteckie Centrum Kliniczne. Przez cztery lata przeszła wiele cykli chemioterapii, cztery operacje - w tym wyłonienie stomii na stałe i trwający 10 godzin zabieg, podczas którego usunięto wiele zmian i wprowadzono ją w stan śpiączki farmakologicznej. Tego ostatniego nie chciał się podjąć żaden znany jej lekarz, dlatego bydgoszczanka szukała go na własną rękę. Znalazła w Białymstoku.

Podczas leczenia zdarzały się momenty, kiedy stan zdrowia bydgoszczanki był krytyczny. Każdy dzień to wciąż dla niej walka, nie tylko z chorobą, ale i z bólem, niepewnością oraz stratami, jakie nowotwór jej zadał. Ma wokół siebie bliskich: rodzinę, partnera, przyjaciół. Potrzeba jednak jeszcze więcej.

Sara choruje na raka. Marzy, by móc odpocząć od leczenia

Sara usłyszała od lekarzy, że nie ma o co walczyć. Minęły cztery lata, a ona się nie poddała, teraz szuka ratunku w Izraelu

i

Autor: Sara Fodrowska/Instagram

- Teraz jednak, choć medycy są życzliwi i starają się mi pomóc, wyczerpały się dla mnie wszystkie możliwości leczenia w ramach NFZ, dlatego znów zaczęłam poszukiwania - mówi Sara Fodrowska. - Izrael słynie ze skutecznego i nowoczesnego leczenia nowotworów, w tym raka jajników. Byłam już w Tel Awiwie na badaniu genetycznym. Medycy przebadali zestaw 2200 moich genów i znaleźli cztery mutacje odpowiedzialne za nowotwór. W Polsce miałam podobne badania, choć na mniejszą skalę, żadne tych mutacji nie wykryło. Okazało się też dzięki tym analizom, że na mój nowotwór bardzo słabo działa chemia, co zresztą przez te cztery lata zaobserwowałam. To leczenie w Polsce trzymało raka w ryzach, ale nie zwalczało go. Miałam może pół roku odpoczynku od leczenia, choć okazało się, że to nie była prawdziwa remisja, bo i w tym czasie nowotwór rósł w siłę, tylko badania tego nie pokazywały. Specjaliści z Izraela dają nadzieję. Bardzo ostrożnie myślę o szansie na całkowite wyleczenie i brak nawrotów. Marzę jednak o tym, by udało się przedłużyć moje życie choćby o kilku latach, o chwili spokoju i życiu bez leczenia. Choroba zaatakowała, kiedy byłam bardzo młoda. Gdybym dziś miała wskazać swoje pasje, zainteresowania, nie umiałabym, nie zdążyłam ich rozwinąć, zanim pochłonęło mnie leczenie. Dziś pracuję na 1/4 etatu, dłużej nie jestem w stanie, ale pracować muszę, bo z renty nie jestem w stanie się utrzymać - dodaje.

Jak pomóc Sarze z Bydgoszczy? Potrzebuje drogiego leczenia w Izraelu

Bydgoskie Morsy wskoczyły do jeziora w Pieckach!