Rzeszów: Szkoła on-line w Rzeszowie to fikcja? Nauczyciele tylko zadają zadania?

2020-03-17 10:53
Rzeszów: Szkoła on-line w Rzeszowie to fikcja? Nauczyciele tylko zadają zadania?
Autor: Unsplash/Element5_digital

Od poniedziałku szkoły w całej Polsce są nieczynne, a nauka przeniosła się do świata on-line. Czy nauczyciele na pewno dobrze to rozumieją? Czy zadawanie stron w podręcznikach to na pewno dobry pomysł?

"8 rano mój maluch siada codziennie do wirtualnej szkoły!!!
Ma normalne lekcje, normalne przerwy, zadania domowe....

Brawo dla rzeszowskiej szkoły!

Ps.
Nie wolno się spóźnić!" - post takiej treści pojawił się dziś na profilu FB mistrzyni karate Marty Niewczas.

Brzmi rewelacyjnie? Szybko okazało się, że taki system nauczania jest prowadzony w szkole, ale prywatnej. W publicznych bywa zupełnie inaczej, a świadczą o tym komentarze rozgoryczonych rodziców, które pojawiły się pod wpisem mistrzyni. Okazuje się, że w wielu miejscach nauczyciele ograniczają się do zadawania uczniom kolejnych materiałów do przerobienia. W efekcie uczniowie nową wiedzę muszą przyswoić samodzielnie, a ci z młodszych klas korzystać z pomocy rodziców - nierzadko pracujących i niekoniecznie marzących o spędzaniu z dzieckiem godzin nad książkami po pracy.

W komentarzach wyraźnie widać frustrację (pisownia oryginalna):

"No a w innych szkołach po 40 stron z jednego przedmiotu do zrobienia samemu"
"Ja mam tak samo. Wracam z pracy i przerabiam materiał. który przychodzi w mailu. W pracy drukuję jeszcze jakieś dodatkowe materiały i tak od czwartku"
"U nas to samo....Chyba 15 stron matematyka...."
" U nas wirtualna szkoła kończy się i zaczyna na zadaniu (na każdy dzień) masy zadań do samodzielnego rozwiązania"
"Niestety do przerobienia od wczoraj taka ilość materiału plus lektura że ciężko to ogarnąć i to chyba problem nie tylko mój i mojego dziecka.
A mamy dopiero wtorek"
"Pani Marto co to za szkoła? Bo w szkole mojego syna tylko dostajemy informacje które strony należy przerobić z podręcznika - jakaś porażka! I pomyśleć że mamy XXI wiek - jednak nie dotyczy to polskiej szkoły, z małymi wyjątkami rzecz jasna!"

Oczywiście są wyjątki, które chyba powinny być tu regułą:

"W tym ciężkim czasie ja pracuje z uczniami w VIII LO wykorzystując różne technologie edukacyjne, takie jak Padlet, Kahoot, TedEd, platformy z quizami, a także media społecznościowe, YouTube czy strony do nauki języków. Mam wrażenie, że uczniowie nie narzekają; mają na zadanie np 2-3 dni, a niektórzy wysyłają swoją pracę na danej platformie w tym samym dniu, kiedy proponuje wykonanie jakiegoś zadania. Przygotowujemy się też do pracy za pomocą Office 365, m.in Teams. Wszystko się da odpowiednio zorganizować, wystarczy trochę chęc".

W Rzeszowie funckjonuje też szkoła angielskiego Early Stage. Tu uczniowie dostają lekcje w przystępnej formie w fostaci materiałów wideo. Młodsi mogą wspólnie z nauczycielem na ekranie śpiewać piosenki, rozwiązywać zagadki. Są quizy i dobra zabawa. Ale i ta szkoła jest prywatna, a lekcje nie należą do najtańszych w mieście.

Rodzi się przy tym pytanie, w jaki sposób powinny być prowadzone lekcje na odległość w szkole publicznej. Czy rodzice powinni przejmować rolę nauczycieli? Gdzie leży złoty środek? Minister Edukacji przyznał wczoraj w telewizji publicznej, że szkoły mogą być zamknięte dłużej niż pierwotnie założono. Niewykluczone, że uczniowie nie wrócą do nich przed Wielkanocą.

ESKA Top 5 odc. 112
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE