Restauratorzy we Wrocławiu: W czasie pandemii budzimy się z myślą, że może dziś się zamkniemy

2020-04-03 7:25 Patrycja Nawrocka
Restauracja
Autor: Pixabuy

Nie zarabiają, są zmuszeni zwalniać pracowników, a decyzja o zamknięciu biznesu wisi w powietrzu. Mowa o gastronomii, - branży, dla której płynność finansowa jest najważniejsza, aby przetrwać okres pandemii. Jak się okazuje, opcja "na wynos" nikogo na dłuższą metę nie uratuje. Sprawdziliśmy, jak się mają wrocławscy restauratorzy.

Minęło już kilka tygodni, od kiedy zamknięto restauracje i bary z powodu zagrożenia koronawirusem. Teraz nieczynne są również hotele, z wyjątkiem osób przebywających na delegacji. Branża gastronomiczna obok turystycznej jest najbardziej narażona na straty. Wrocławscy przedstawiciele gastronomii opowiedzieli nam, jak sobie radzą.

Pani Anna Stoitsi prowadzi firmę kateringową "Zdrowa Zupa". Do tej pory z sukcesem, jednak po przyjściu epidemii wszystko się zmieniło.

- Nagle odcięło nam dochód. Z dwóch powodów. Część sklepów bierze nasze zupy, panie mówią mi, że ludzie kupują bardziej świeże produkty, marchewki, przyprawy itd. Ludzie nie gonią już do pracy, nie spieszą się i mogą zupę ugotować sobie sami. Po drugie strach. Niektórzy boją się, że kupując naszą zupę zarażą się czymś, co jest absurdalne, nasze zupy są przygotowywane w sterylnych warunkach i pasteryzowane w wysokich temperaturach - mówi pani Anna i dodaje, że niemal wszystko co teraz sprzedaje, to takie zakupy "pomocowe".

Stali klienci kupują aby wesprzeć, aby ich ulubiona firma nie upadła. Na chwilę obecną pani Anna może wypłacić 10 kwietnia pensje swoim pracownikom, ale jeśli sytuacja się przedłuży choć o miesiąc, być może będzie musiała ograniczyć zespół do minimum. Na pomoc państwa nie może liczyć, bo nie spełnia kryterium tarczy antykryzysowej.

- Śmieszą mnie te wszystkie opowieści, że trzeba mieć mniejszy dochód. To tak nie działa. Jeśli buduje się firmę, zatrudnia się ludzi, to nie ma się co porównywać. My w marcu przekroczyliśmy luty, bo dla większości z nas początek marca był bardzo dobry. Tym bardziej, że nasza branża jest sezonowa i zawsze na wiosnę jest wzrost - twierdzi właścicielka "Zdrowej Zupy". 

Ciężką sytuacje ma również wrocławska "Czajownia", do której przychodziło się odbywać herbaciane rytuały. Aktualnie prowadzony jest tylko sklep internetowy. Lokal zarabia jedynie 20% swojego wcześniejszego dochodu. 

- Mieliśmy zebranie, burzę mózgów, część naszych pracowników to byli studenci. Sami powiedzieli, że przeżyją ten okres bez zarabiania, że mają inne źródło dochodu. Natomiast są tacy pracownicy, którzy żyją tylko z pracy w Czajowni, więc staramy się ich utrzymać - mówi Piotr Mońka, właściciel herbaciarni - Skorzystamy prawdopodobnie z kilku ulg, z postojowego dla pracowników czy ze zwolnienia z płacenia składek ZUS.

- Ale to i tak mało, powinni znieść także podatek dochodowy - dodaje pan Piotr i o pomocy rządu wypowiada się z ironią. Twierdzi, że w porównaniu z innymi krajami, nasza tarcza antykryzysowa jest śmieszna. 

Podobna sytuacja jest w "Tatin bistro", która utrzymuje się obecnie z opcji "na wynos" tylko dzięki temu, że w tym samym budynku mieści się wciąż prosperująca firma z głodnymi pracownikami. To oni zasilają restaurację. 

- Codziennie budzę się i zastanawiam się, czy zamkniemy się już teraz, ile to jeszcze potrwa, nie wiadomo - mówi Anna Chajutin, menadżerka Tatin Bistro. W lokalu nie schodzą już śniadania i znacznie gorzej lunche. Obsługa przestawiła się na domowe obiady i produkty delikatesowe. 

- Ludzie siedzą w domu, więc gotują, dużo więcej schodzi nam produktów, które można sobie samemu przygotować np. z całą rodziną - mówi pani Anna i przyznaje, że tarczy antykryzysowej ani widu, ani słychu. 

Toruńskie restauracje razem z medykami! Przekazują im darmowe posiłki!

W jeszcze gorszej sytuacji są restauracje w hotelach. Michał Bekisz, szef kuchni w jednym z hoteli pod Wrocławiem mówi, że zespół musiał zostać mocno ograniczony, do 5 osób, a zamówień na wynos jest właśnie ok pięciu dziennie. 

- Musieliśmy część ludzi zwolnić, część wysłać na urlopy. Nie wiadomo, co będzie - mówi pan Michał i dodaje, że sam nie jest pewny swojego stanowiska - Szukamy dodatkowej pracy, od kilku tygodni nic. 

Wrocławski rynek gastronomiczny działa na oparach. Dwie restauracje oznajmiły już na swoich social mediach, że zamykają biznes. Ile jest takich, które stoją na skraju bankructwa? Nie wiadomo, ale gdy nie ma płynności finansowej, miesięczny przestój to olbrzymie straty. 

Działa już tarcza antykryzysowa. Przypominamy, że do pomocy uprawnieni są przedsiębiorcy zatrudniający do 249 osób, którzy odnotują odpowiedni spadek obrotów gospodarczych. Będą mogli pobierać dopłaty do pensji pracowników, w tym zatrudnionych na zleceniu lub umowie o świadczenie usług. Niektórzy załapią się na zwolnienie z płacenia składek ZUS. 

Rusza też Wrocławski Program Pomocy dla przedsiębiorców. Wszyscy Ci, którzy wynajmują bądź dzierżawią od miasta lokale, będę płacili symboliczną złotówkę w okresie epidemii. Od 23 marca działa też Centrum Pomocy Przedsiębiorcom, gdzie można uzyskać więcej informacji np drogą mailową lub telefoniczną. Miasto szykuje też uchwałę, zwalniającą wrocławskich przedsiębiorców od płacenia podatku od nieruchomości.

Tak dostarczają jedzenie w czasie koronawirusa

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.