"Kurs na ulicę Szczęśliwą". Taksówkarz wydaje książkę z rozmów z pasażerami [WYWIAD]

2020-10-22 19:22 Alina Makarczuk
Kurs na ulicę Szczęśliwą, reportaż taksówkarza Bartka Gardockiego
Autor: Alina Makarczuk "Kurs na ulicę Szczęśliwą", reportaż taksówkarza Bartka Gardockiego

Nocą jeździ po Warszawie taksówką, a w niej - powstaje literatura. Bartek Gardocki, taksówkarz z 5-letnim stażem, zebrał opowieści pasażerów i napisał książkę. To reportaż nie tylko o ludziach, ale też o Warszawie. Tej, której już nie ma i tej, którą dziś widzimy przez szybę. Dowiesz się więcej czytając ESKA.Warszawa.

10 przykazań dobrego snu

Taksówkarz napisał książkę o Warszawie!

W piątek, prawie pięć lat temu, 36-letni dziś Bartek Gardocki, pracujący w agencji reklamowej, powiedział dotychczasowemu życiu: dosyć. To był ostatni dzień jego pracy za biurkiem. Został taksówkarzem. Dziś w jego taksówce powstaje literatura. Książka "Kurs na ulicę Szczęśliwą" ukaże się w Wydawnictwie Dowody na Istnienie już 7 listopada. To zbiór opowieści pasażerów, z którymi jeździł. Niektórzy z nich już nie żyją, z niektórymi do dziś się przyjaźni, a część z nich widział tylko raz w życiu.

Czytaj także: To koniec Ubera? Nowe przepisy wchodzą w życie 1 października

A.M.: Warto uważać, gdy się wsiada do Twojej taksówki, bo można przez przypadek zostać bohaterem reportażu.

B.G.: Tak jest. Nigdy nie wiesz, kto wsiądzie do twojej taksówki, jaki będzie kurs, gdzie będziesz za kilka godzin. Jest w tym jakaś wyjątkowa wolność, której zawsze pragnąłem.

A.M.: O czym ludzie najczęściej rozmawiają w taksówkach?

B.G.: Najczęściej, na starcie, rzecz jasna, o pogodzie. Zawsze się dziwią, że pada deszcz. Jak przychodzi zima, albo wiosna. Co roku się dziwią. Ten dziecięcy zachwyt jest fantastyczny. "Co się dzieje z tą pogodą, proszę Pana?" To pytanie zawsze pada na początku. Potem polityka, sport. To są takie stałe tematy, tak zwane "pewniaki". Korki. Nikt nie lubi korków. No i ostatnio czołowym tematem jest "koronka".

A.M.: Warszawiacy się Tobie zwierzają. Jesteś czasem psychologiem, a czasem spowiednikiem. Jak to robisz?

B.G.: Taksówka jest prawdziwą kopalnią tematów do reportażu. Tematy same do ciebie przychodzą. Mogę to porównać do windy. Ta atmosfera jest dość intymna, zamknięta w niewielkiej przestrzeni. Jesteśmy skazani na swoje towarzystwo przez jakiś czas. To sprzyja otwartości. Ale czasami ludzie traktują kierowcę tak, jakby go nie było. Rozmawiają przez telefon o wszystkim.

A.M.: Zostałeś taksówkarzem, żeby napisać książkę czy wpadłeś na ten pomysł w trakcie kursów po mieście? 

B.G.: To ciekawa historia. Przez rok mieszkałem w Kalifornii. Pracowałem w kasynach. W trzech dużych podróżach po Zachodzie przejechałem ponad 10 tysięcy kilometrów samochodem. Pisałem bloga, który dostał nagrodę National Geografic. Wtedy napisałem pierwszą książkę. Uwierzyłem trochę w siebie. Temat pisania wisiał w powietrzu. Po studiach prawniczych pracowałem w zawodzie, ale potem zrozumiałem, że to nie dla mnie. Zobaczyłem wtedy film "Noc na Ziemi" w reżyserii Jima Jarmuscha. Akcja działa się w taksówce, w nocy, w pięciu różnych miastach, m.in. Nowym Jorku, Rzymie i Paryżu. Wtedy już ziarno zostało "zasiane". Uwielbiam prowadzić samochód. Nigdy nie wiem, gdzie pojadę i kogo spotkam. To jest najciekawsze w tym wszystkim.

A.M.: Co Cię najbardziej zaskoczyło w tej taksówce? Kto do niej wsiadał? 

B.G.: Wszyscy. W taksówce można spotkać każdego. Począwszy od pani, o której zresztą piszę w książce, która wraca autostopem, bo nie ma pieniędzy na bilet, po ludzi, którzy są filarami polskiej i światowej kultury: Tomasz Stańko, Hanna Krall, profesor Wiktor Osiatyński, Zbigniew Wodecki, Grzegorz Wasowski, syn Jerzego Wasowskiego, twórcy Kabaretu Starszych Panów. Był u mnie w taksówce też bezdomny, który teraz gra w legendarnej rockowej kapeli.

A.M.: Co odkryłeś o tym mieście, jak pisałeś tę książkę?

B.G.: To, że nie ma jednej Warszawy, każdy ma swoją opowieść o tym mieście, swoją perspektywę, swój punkt widzenia. Miałem też dużo szczęścia z autoryzacjami. Sporo jest w tej książce historii, które mnie zaskoczyły. Jechałem parę lat temu z żoną generała Kiszczaka. Dużo rozmawialiśmy. Napisałem o tym w książce, o jej spojrzeniu na sytuację. Potrzebowałem jednak autoryzacji, aby ta rozmowa się mogła ukazać. Myślałem, że już jej nigdy nie spotkam. Ale pamiętałem, gdzie mieszka. Więc parę godzin przed drukiem książki pojechałem prosto do niej do domu, żeby uzyskać autoryzację. Nikt nie otwierał. Wróciłem do samochodu. Miałem ogromne szczęście, bo jak już straciłem wiarę, że się to uda - zobaczyłem panią Marię, idącą w moim kierunku. Wracała do domu z bazarku, z torbami zakupów, które już po chwili wnosiłem jej do domu. Zaprosiła mnie do środka, zrobiła herbatę, przeczytała tekst i autoryzowała całość.

A.M.: Często masz takie zbiegi okoliczności?

B.G.: W sumie... tak. Czasem miałem wrażenie, że do mojej taksówki nigdy nie wsiadają przypadkowi ludzie. Na mapie Warszawy łączą się różne historie, różnych ludzi. Pamiętam jak pracowałem jeszcze w sądzie, na wokandzie była sprawa Alicji Kapuścińskiej, a ja byłem fanem jej męża. W aktach był jej adres. Kiedy zostałem taksówkarzem, przyjechałem do niej. Zostawiłem w skrzynce pocztowej list, gdzie napisałem, że jestem wielkim fanem jej męża i ona odpowiedziała kilka tygodni później. Zaprosiła mnie do domu. Pokazała mi pracownię Ryszarda Kapuścińskiego. Spełniła moje marzenie. Potem się okazało, że niedaleko ich domu stoi kamienica, gdzie ukrywał się po Powstaniu Warszawskim Władysław Szpilman. Te sceny znamy z filmu "Pianista". To było dla mnie zaskakujące. Potem, jeżdżąc taksówką, trafiłem na Halinę Szpilman, z którą odbyłem bardzo ciekawą rozmowę, w tym o jej mężu. Właśnie takie miałem w życiu "zbiegi okoliczności".

A.M.: Kochasz jeździć w nocy, mówisz, że nad ranem miasto jest wyjątkowe. Jak wygląda Warszawa o 5 rano? 

B.G.: Kocham to, jak Warszawa się budzi. Starałem się też w książce pokazać ten rytm miasta, jak budzi się każda z osiemnastu dzielnic. Dni też są różne i wyjątkowe. Poniedziałek bywa w Warszawie nieprzytomny. Zaspany. We wtorek zaczyna się krystalizować. W środę już człowiek wie, co chce zrobić. Czwartek jest aktywny, realizujemy plany. Piątek w Warszawie jest kulminacją, która eksploduje po 18:00.

A.M.: Swoją miłość też spotkałeś w taksówce?

B.G.: Tak. Decyzja o zmianie pracy na taksówkę zmieniła moje życie na lepsze i przyniosła mi wiele wspaniałych rzeczy, w tym również nowych znajomości. A przecież prawdziwa miłość to najlepsze, co nam się w życiu może wydarzyć.

Czytaj także: Aborcja niezgodna z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny orzekł ws. przerwania ciąży