Austriacki sznycel z dodatkiem... ryżu. O tym jak Chińczycy sklonowali miasto

2020-09-15 9:40 Dominika Bakura
Hallstatt można zwiedzić z perspektywy wody. Wystarczy wynająć łódkę
Autor: Dominika Bakura

Takie same uliczki, identyczny rynek i skopiowana jeden do jednego ławeczka. A wszystko to na dwóch różnych krańcach świata - w Austrii i Chinach. Bo jak się okazuje Chińczycy mogą sklonować nie tylko Iphona, czy modne adidasy, ale także... całe miasto.

W Internecie często można natrafić na słynne zdjęcie, na którym widać przepiękne jezioro, niewielki kościółek, a wszystko otoczone niezwykle wysokimi górami. Ten dobrze znany krajobraz to właśnie Hallstatt - urocza miejscowość w samym sercu Austrii. Przez lata była ona znana z najstarszej na świecie kopalni soli. A później pojawili się Instagramerzy.

Chińska zupka i chiński sznycel 

Przez lata Hallstatt odwiedzało tysiące turystów. Rozwój turystyki, szczególnie tej globalnej, wpłynął jednak na to, że w tej uroczej miejscowości coraz częściej pojawiali się Chińczycy. Miłośnicy nowych technologii i ryżu pokochali Hallstatt do tego stopnia, że postanowili je... sklonować.

Wyszło im to całkiem nieźle. W zaledwie rok, w regionie Huìzhōu postawili swoje Hallstatt odwzorowane co do joty. Budowa pochłonęła ponad 900 mln dolarów, jednak dzięki tej inwestycji Chińczycy mogli delektować się pysznym Apfelstrudel nie wyjeżdżając ze swojego kraju. Problem pojawił się, gdy o niecodziennej inwestycji dowiedzieli się... Austriacy.

- Dziwne uczucie, gdy dowiadujesz się, ze gdzieś na drugim końcu świata jest twój dom. Odtworzony jeden do jednego - mówi Ariane Gollia, menagerka apartamentu „Glück am See”.

Co o replice Hallstatt myśli mieszkanka oryginalnej miejscowości? O to zapytała reporterka Radia Eska, Dominika Bakura:

Chińska replika wzbudziła niemałe oburzenie wśród mieszkańców i władz oryginalnego Hallstatt. Z czasem jednak, burmistrz austriackiej miejscowości stwierdził, ze mimo wszystko jest to wspaniała reklama dla regionu. Udał się więc na oficjalne otwarcie chińskiego Hallstatt i podpisał umowę o współpracy. Czy wypił austriacko-chińskie piwo? Nie wiadomo.  

Dziś współpracę pomiędzy Chinami a Austriakami widać gołym okiem. Ulicami niewielkiej miejscowości przechadza się wielu Chińczyków, a większość znaków, ulotek, map jest po niemiecku, chińsku i japońsku. Angielski? Nie ma takiej potrzeby.

Czaszki i krystaliczna woda 

Hallstatt warto jednak zwiedzić nie tylko ze względu na tę nietypowa historie. Miasto oferuje przede wszystkim wyjątkową architekturę, a także jest doskonałą bazą wypadową dla tych, którzy kochają aktywny urlop. Miejscowość otoczona jest górami, a ci nieco bardziej śmielsi - mogą wskoczyć do pobliskiego jeziora. Krioterapia - gwarantowana. 

- Każdy miesiąc jest dobry na to, by odwiedzić Hallstatt - mówi Ariane Gollia. Posłuchaj:

Warto też popływać po jeziorze, ale tym razem rozsiadając się na statku. Do wyboru mamy tramwaj wodny, który kursuje co 50 min, a także liczne łódeczki, za których sterami sami możemy zasiąść. Pierwsza z atrakcji to koszt ok. 12 euro. Wypożyczenie prywatnej łódki to inwestycja rzędu 14 lub 17 euro.

Miłośnicy historii i jednocześnie horrorów mogą natomiast udać się do kaplicy grzebalnej przy kościele św. Michała. To właśnie tam zgromadzono 1200 czaszek dawnych mieszkańców miasta oraz kilka tysięcy ich kości. Powodem takiego nietypowego pochówku był brak miejsca na pobliskim cmentarzu.

Cesarskie zaręczyny i wycieczka w góry 

Hallstatt to także doskonała baza wypadowa do dalszej wyprawy. To właśnie stąd w zaledwie 15 minut można dojechać do Bad Ischl - miejsca, gdzie cesarz Franciszek Józef poprosił Sissi o rękę. To właśnie tu padły te słynne słowa: "Bardzo lubię cesarza! Gdyby tylko nie był cesarzem!". Dalszą historie znacie. Albo ze szkolnych lekcji, albo z bajki na Fox Kids.  

Trasa
Autor: Dominika Bakura

Z Hallstatt warto wybrać się także nad Vorderer Gosausee. To piękne, otoczone górami jezioro to początek przyjemnego, ale częściowo intensywnego trekkingu. Wyznaczona na ok. 2 godziny (w jedną stronę) trasa doprowadzi nas na wysokość ponad 1200 m n.p.m. gdzie między górami ukryte jest kolejne jezioro - tym razem Hinterer Gosausse. Widok jest oszałamiający, bowiem nad głowami turystów unosi się kilkanaście szczytów sięgających nawet 3000 m n.p.m.

Ich möchte schlafen! 

Hallstatt to takie francuskie St Tropez. Zapiera dech w piersiach i sprawia wrażenie miasta nie na naszą kieszeń. Warto jednak nie poddawać się po zobaczeniu pierwszych cen na Bookingu czy AIRBNB. Właściciele większości małych hoteli czy pensjonatów nie ogłaszają się na tego typu portalach. Należy skontaktować się z nimi bezpośrednio - przez maila bądź ich prywatną stronę internetową. Wówczas okaże się, że tegoroczny wypad do Władysławowa był znacznie droższy.

Wybierając nocleg warto także zwrócić uwagę, czy hotel lub pensjonat posiada fragment swojej linii brzegowej. Jest to w Hallstatt niewyobrażalny atut, bowiem w mieście nie ma jako takiej „plaży”. Możliwość rozkoszowania się widokiem krystalicznie czystego jeziora, z perspektywy leżaka jest tutaj więc na wagę złota. Przy okazji masz szanse zamoczyć stopę. Ewentualnie dwie.

- Dla gości spędzających urlop w naszym apartamencie "Glück am See" mamy do dyspozycji wielki ogród. Hallstatt to niewielka miejscowość, więc tak duży teren zieleni to naprawdę niecodzienny widok - mówi Ariane Gollia. - Gości nie powinien zmylić także adres. Mieścimy się w starym budynku policji, w którym nadal funkcjonuje niewielki posterunek. To najpiękniejsze, ale zarazem najbezpieczniejsze miejsce w całym Hallstatt – żartuje Gollia.  

Śniadanie nad brzegiem jeziora.
Autor: Dominika Bakura

Od Neptuna po Hallstatt 

Ze względu na ciągle zmiany dotyczące kwarantanny lub jej braku - warto pozostawić na transport jakim jest własne auto. Ponadto - nie narażamy się tutaj na zagrożenie wynikające z przebywania na lotnisku czy dworcu. Możemy tez oddychać pełną piersią. W końcu maseczka w towarzystwie rodziny nie jest nam potrzebna.

Gdańsk od Hallstatt dzieli dokładnie 11 godzin. Wyjeżdżając więc w wczesnym rankiem, już wieczorem możemy zameldować się w tej uroczej, austriackiej miejscowości. Auto pozwoli nam także na to, by poruszać się po okolicy. Należy tylko pamiętać o winietce.

W drogę i smacznego! 

Mimo, ze na świecie istnieją obecnie dwa Hallstatt’y - w swoim podróżniczym planie warto zapisać tę oryginalną wersje. Na sznycel z nietoperza przyjdzie jeszcze pora. Teraz lepiej postawić na ten austriacki.