„Pozwólcie nam żyć!”. Rozpaczliwy apel opiekunów niepełnosprawnych

2020-11-24 7:54 Łukasz Grygiel

„Nie zamykajcie nas w domach!” - baner z takim napisem zawisł przy jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Tarnowie. W ten sposób opiekunowie osób niepełnosprawnych ze Środowiskowego Dom Samopomocy chcą zwrócić uwagę na problem, których ich spotkał. Od kilku tygodni ich dzieci pozbawione są rehabilitacji i kontaktu z rówieśnikami. - Nie dajemy już rady – mówią rodzice.

Decyzję o wstrzymaniu zajęć w tego typu placówkach podjął wojewoda małopolski. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Dla Doroty Początek, mamy 35-letniego syna Janka, to cios. Jej życie odwróciło się do góry nogami.

- Janek uczęszcza do placówki od 12. roku życia. To jest jego drugi dom. Dzwoniłam do sekretariatu wojewody i pani powiedziała mi, że to dla ich dobra. Na to dobro trzeba popatrzeć z innej perspektywy. Janek jest zamknięty w domu i odizolowany, jest poddenerwowany. Nie może się odnaleźć. Wstaje w nocy, włącza radio i telewizor. Jest kłębkiem nerwów. Brakuje mu tej placówki - mówi Dorota Początek.

POSŁUCHAJ. MÓWI DOROTA POCZĄTEK

Jolanta Strugała jest po wypadku. By móc, z dnia na dzień, poświęcić się opiece nad synem, musiała zrezygnować z długo wyczekiwanej rehabilitacji.

- Wszystkie dzieci przestano nagle rehabilitować. Mojemu synowi brakuje ruchu. On z natury jest nadpobudliwy, muszę go cały czas wyprowadzać na spacery, ale mój stan zdrowia na to nie pozwala. Muszę komuś z sąsiedztwa płacić, żeby go wyprowadzał na zewnątrz - mówi Jolanta Strugała.

POSŁUCHAJ. MÓWI JOLANTA STRUGAŁA

Barbara Chmura swojego syna odwoziła do ośrodka przez 18 lat. Do osiągnięcia wieku emerytalnego brakuje jej trzech miesięcy. Jest w kropce. Wykorzystała już cały swój urlop.

- Z synem zostaje moja córka, która jest pielęgniarką. Robi to jeśli nie ma dyżuru. Jeśli ma - zmuszona jestem zabierać syna na osiem godzin do pracy. Łagodny okiem patrzy na to mój pracodawca. Nie stać mnie na zatrudnienie opiekunki. To koszt nawet 120 złotych dziennie – mówi Barbara Chmura.

POSŁUCHAJ. MÓWI BARBARA CHMURA

Decyzja o ponownym zamknięciu Środowiskowego Dom Samopomocy była ogromnym ciosem również dla dyrekcji placówki.

- Docierają do nas sygnały, że rodzice sobie nie radzą w tej sytuacji. Oni po prostu nie mają fizycznej siły do opieki nad swoimi dziećmi. Robimy wszystko, co możemy. Uruchamiamy swoje kontakty, próbujemy pomóc umawiać się do lekarzy, wysyłamy do domów rehabilitantów. Rozmawiamy też przez telefon z rodzicami i ich dziećmi. To jest bardzo trudne. Wielu z nich ma problem z komunikowaniem, cierpią na niedosłuch, nie mają telefonów. Nie da się rehabilitować na odległość – mówi siostra Weronika Gargas.

POSŁUCHAJ. MÓWI SIOSTRA WERONIKA GARDAS

Rodzice liczą, że ich krzyk rozpaczy zostanie usłyszany. Nieustannie piszą listy do wojewody, aby wznowił działalność  tego typu placówek. Są przekonani, że w podobnie sytuacji jest tysiące rodziców i opiekunów w całej Małopolsce.

Jesień na Jamnej