Strażacy proszą i apelują, ale pola, łąki i nieużytki wciąż płoną

2021-03-31 9:26 Joanna Soćko
wypalanie traw
Autor: fot. OSP Wielgorz/FB

Zaczęło się… Groźby i ostrzeżenia nie pomagają. Znowu, jak co roku na przełomie marca i kwietnia płoną suche trawy. Podpala je człowiek. Skutki są tragiczne, bo w płomieniach ginie cały ekosystem. A czasami także ludzie.

Wraz z początkiem wiosny, jak bumerang powraca problem wypalania traw. Podpalaczy nie są w stanie zatrzymać powtarzane co roku apele i ostrzeżenia, kary, a nawet tragiczne skutki procederu, przez który giną nie tylko zwierzęta, ale i ludzie.

- Bywa tak, że pożar trawy - zwłaszcza takich wysokich traw, bo one czasem mają wysokość nawet do 2 metrów i przy większych podmuchach wiatru prędkość rozwoju  pożaru sięga nawet 20 kilometrów na godzinę, czyli to jest taki szybki bieg człowieka, to jest duże niebezpieczeństwo, bo pożar może naprawdę szybko odciąć drogę ewakuacji również ludziom i znane są przypadki, że w takich pożarach ginęli ludzie - mówi mł. bryg. Paweł Kulicki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej  Siedlcach.

W ostatnim czasie siedleccy strażacy wyjeżdżali 4 razy do akcji związanych z pożarami traw. Ratownicy walczą z ogniem i ze zmianą ludzkiej mentalności. Podkreślają, że błędem jest myślenie, że po wypaleniu trawy gleba jest żyźniejsza.

- Ziemia się wyjaławia, więc to wcale nie jest prawda, że w naszym klimacie wypalanie traw powoduje użyźnianie gleby – to nie jest prawda, ona się wyjaławia i później  potrzebuje naprawdę wielu lat, żeby wrócić do tego stano sprzed pożaru – tłumaczy mł. bryg. Paweł Kulicki.

Za wypalanie traw grożą wysokie grzywny, a nawet kara pozbawienia wolności, jeśli w wyniku takiego pożaru zginie człowiek. Rolnicy muszą się także liczyć z utratą dopłat unijnych.

Kurs języka polskiego w siedleckim UPH