Boże, wróciłem do żywych - były starosta ostródzki wygrał z koronawirusem

2021-01-11 13:46 (joyu)
koronawirus ostróda
Autor: Włodzimierz Brodiuk

Włodzimierz Brodiuk wrócił właśnie ze szpitala do domu. Przebywał na ostródzkim oddziale dla pacjentów chorujących na COVID-19. Zakażenie przechodził bardzo ciężko. Swoją historią postanowił podzielić się w wzruszającym liście.

Boże, wróciłem do żywych. Po wielu dniach na granicy życia i śmierci, zaczynam fizycznie czuć się lepiej - pisze były starosta. - Nie wiedziałem, że położyć się do własnego łóżka to takie cudowne uczucie. Położyć głowę na własnej poduszce, przykryć się własną kołdrą… A obok mnie moja miłość, przyjaźń, radość, podpora, moje życie… Moja żona. Czyż mogę chcieć więcej. Wróciłem na swoje miejsce. Teraz tylko odpocząć, wyspać się wreszcie. Nabrać sił, bo nogi wciąż miękkie. Ale zasnąć nie mogłem. Wróciło rozdygotanie, wspomnienie covidowego łóżka ostródzkiego szpitala, łapanie oddechu, tlen. Szpitalne odgłosy bólu i umierania. I ciszy…

Włodzimierz Brodiuk przyznaje, że miał olbrzymie szczęście w walce z COVID-19. - Dopadł nas przed świętami. Nie wiadomo jak, nie wiadomo które z nas wirusa przywlekło. W nocy 29 grudnia nie dałem rady. Brakowało oddechu. Dusiłem się. Karetka przyjechała bardzo szybko. Maska z tlenem na twarz i do szpitala. Na szczęście szpital w Ostródzie miał jedno łóżko wolne. Jedno…

Były starosta pobyt w szpitalu pamięta jak przez mgłę - Nie da się opowiedzieć szpitalnych przeżyć. W układance wspomnień wciąż czegoś brakuje. Czego? Nie wiem co się ze mną działo, gdy zapadałem w półsen. Cały czas obok fizycznej niemocy, poczucia bezsilności, kołatał się strach. Nie osłabiała go świadomość, że przecież nie trafiłem pod respirator, że pod tlenem oddycham dość swobodnie. Ale też wiedziałem, że za ścianą ktoś znowu umarł. Jeszcze wczoraj słyszałem jak jeden z pacjentów wołał imię chyba żony. O drugiej w nocy zamilkł. Na zawsze. I gdy o tym pomyślę, znowu, chociaż jestem już w domu, czuję ten strach ze szpitalnego łóżka. I słyszę wołanie tego pacjenta.

Dobrze pamięta natomiast pracę lekarzy i personelu. To dla niego bohaterowie. - Personel medyczny. W zdecydowanej większości kobiety. Pielęgniarki. Ale też lekarze. Wszyscy, nie ujmując nikomu, to dla mnie BOHATEROWIE. Są na krawędzi wytrzymałości, nie tylko fizycznej, ale psychicznej! Ja dorosły facet nie mogę dać sobie z tym rady (a byłem tam tylko chwilę!). A one – matki, żony, córki –  co pewien czas komuś nakrywają twarz!  One też potrzebują pomocy. Uratowaliście mnie. Jestem Wam dozgonnie wdzięczy.

Cały list możecie przeczytać TUTAJ.