Historia

Lobotomia, czyli zabieg zmieniający osobowość pacjentów. Szybko jej zakazano

2024-02-29 14:39

Ta bestialska technika została opracowana pod koniec lat 40. XX wieku przez doktora António Egasa Moniza, który za swoje osiągnięcia otrzymał Nagrodę Nobla. Procedura polegająca na wprowadzaniu szpikulca przez oko miała zmienić osobowość pacjentów i pomóc w leczeniu różnych zaburzeń psychicznych. Liczba skutków ubocznych była jednak na tyle wysoka, że szybko zakazano tego kontrowersyjnego zabiegu. W jakich przypadkach stosowano tę kontrowersyjną procedurę? W wielu. Zajrzyj do naszej galerii, gdzie przekonasz się, że być może i ty stałbyś się ofiarą tej procedury, gdybyś urodził się sto lat temu.

W tych przypadkach lekarze stosowali lobotomię. Dziś byłoby to nie do pomyślenia

Ofiar lobotomii było wiele. Co prawda, większość pacjentów zabieg przeżywała, często nawet bez powikłań zdrowotnych. Jednak to, co działo się z ich głową i osobowością jest zatrważające. Wykonywano ją na całym świecie, również w Polsce.

Zabieg (w tej formie, którą znamy) po raz pierwszy wykonano w 1936. Parę lat później stała się ona czymś powszechnym i niezwykle prostym do wykonania ze względu na niewymagające warunki. Nie było potrzeby transportu do szpitala.

Narzędzie przypominające szpikulec do lodu wkładano do oka. Po co?

Medycy, wykonujący ten zabieg potrzebowali wyłącznie łózka, by położyć na nim pacjenta, a także narzędzia przypominającego wyglądem szpikulec do lodu. Wkładali je do czaszki pacjenta przez oczodół (nad gałką oczną, by nie uszkodzić wzroku). Następnie uderzano w trzon szpikulca, odcinając tym samym połączenia nerwowe pomiędzy płatem czołowym a międzymózgowiem.

Zabieg ten możemy przyrównać do resetowania urządzenia np. telefonu komórkowego. Gdy zawiesi nam się telefon i nie możemy na nim wykonać żadnego działania możemy włączyć opcję „hard reset”. Wówczas urządzenie zostanie „wskrzeszone”, lecz przywrócone do jego pierwotnej konfiguracji. Dokładnie to samo działo się z ludzkim mózgiem po lobotomii. Uproszczając - lekarze wykonywali na pacjentach "hard reset".

Lobotomia działała jak „hard reset” w telefonie. Przywracamy pierwotną konfigurację, ale są też skutki uboczne

Pierwszymi pacjentami były osoby z silną depresją i napadami lękowymi. Efekt był co najmniej zaskakujący, ponieważ – nazwijmy to - „hard reset” ludzkiego mózgu działał!

Przez parę dni człowiek był otępiony. Jego mózg nie pracował. Choć czuł głód, nie rozumiał, że trzeba coś zjeść. Trzeba było go karmić. Już po paru dniach objawy całkowicie mijały.

Pierwsza pacjentka z silną depresją nagle zaczęła rozmawiać, cieszyć się życiem. Chory na schizofrenie paranoidalną zaczął zachowywać się normalnie. Nikt już go „nie śledził”, nie słyszał w swojej głowie głosów. Jednym słowem – ozdrowiał. Tylko w przypadku 26% pacjentów problemy powracały i zabieg był powtarzany.

Po lobotomii następowała zmiana osobowości. Człowiek otrzymywał nową tożsamość?

Jednak - tak, jak w przypadku telefonu czy komputera – po zabiegu mózg był przywrócony do swojej pierwotnej konfiguracji. Co to oznacza? Po dotychczasowej osobowości, temperamencie człowieka nie było śladu. W tej sferze nastąpiło cofnięcie do początku. Pacjent zyskiwał całkiem nową osobowość. Zakompleksiony introwertyk stał się - dla przykładu ekstrawertykiem, a nerwus spokojnym człowiekiem. Jednym słowem – był to inny człowiek w tej samej skórze.

Lepiej, żeby lekarz trafił szpikulcem w punkt. Gorzej jeśli „omsknęła” mu się ręka

O ile oczywiście przetrwał leczenie. Odsetek śmiertelności był wysoki, ponieważ niejednokrotnie doszło do uszkodzenia mózgu. Część pacjentów stała się upośledzona, część zmarła na skutek ropni mózgu czy krwotoków.

Spokojny dotąd Phineas Gage zyskał nową osobowość – agresora

Jednak nie to było najgorsze! Dla przykładu pacjent Phineas Gage (cierpiący na depresję) z pracowitej i spokojnej osoby stał się osobą niecierpliwą, agresywną i niepohamowaną. W jakim stopniu nastąpi zaburzenie osobowości – tego przewidzieć się nie dało.

Dodatkowo u każdego pacjenta występował ten sam skutek uboczny. Po pierwsze – uszkodzony mózg tracił możliwości samorozwoju i uczenia się nowych rzeczy. Po drugie – zanikała funkcja, którą ma każdy człowiek, odpowiedzialna za przewidywanie konsekwencji swoich działań. Dla przykładu: jeśli nie ominę kałuży tylko w nią wejdę – będę mokry. A teraz mocniejszy przykład: jeśli dźgnę kogoś nożem – zabiję go, a później trafię do więzienia. Takiej konsekwencji nie przewidzi jednak pacjent po zabiegu. Pozbawiony był również zdolności oceny sytuacji czy podejmowania decyzji.

Podsumowując – lobotomia sprowadzała człowieka do poziomu urządzenia, w którym można wprowadzać zmiany w ustawieniach. Odczłowieczała człowieka, ograniczała jego umysł, upośledzała możliwość podejmowania decyzji. Przy tym narażała go na skutek ciężkiej niepełnosprawności, a w skrajnych przypadkach – śmierci. Dlatego też metody zabroniono stosować. W 1967 roku wykonano ją po raz ostatni.

Radovan Pankov i Patryk Kun po porażce z Molde