Promocja na wielosztuki, czyli zmora klientów. Sytuacja miała miejsce w Bydgoszczy

i

Autor: pexels/unsplash, zdjęcie ilustracyjne

wokół nas

Promocja na wielosztuki, czyli zmora klientów. Sytuacja miała miejsce w Bydgoszczy

2024-02-25 10:31

Promocje na zakupy hurtowe, znane jako "wielosztuki", stanowią wyzwanie zarówno dla klientów, jak i kasjerów. Sposób, w jaki sklepy oferują rabaty, może być mylący dla niektórych pracowników, co może skutkować niekorzystnymi konsekwencjami finansowymi. W przypadku popełnienia błędu, pracownicy mogą być zobowiązani do pokrycia strat z własnej kieszeni. Nasz czytelnik, pan Łukasz z Bydgoszczy, opowiada o takiej sytuacji.

Duże sieci cały czas korzystają z promocji na tak zwane „wielosztuki”. Chodzi oczywiście o większe, bądź mniejsze rabaty na produkty, ale – co ważne – trzeba zakupić kilka sztuk towaru, by skorzystać ze zniżki. Przy asortymencie najczęściej widnieje promocyjna cena, a pod spadem mamy dopisane małym druczkiem, że obowiązuje ona dopiero w przypadku, gdy zakupimy 2-3 sztuki danego produktu.

To problem dla klientów. Niejednokrotnie nie doczytali drobnego druczku i spakowali towar do koszyka. Przy kasie dowiedzieli się, że muszą zakupić go w cenie regularnej, ponieważ wzięli z półki tylko jedną sztukę.

Jak informowała w styczniu Gazeta Wrocławska – Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie w sprawie sposobu, w jaki sieci handlowe oferują promocje na wielosztuki. Podstawą jest odpowiedź na pytanie czy sieci typu Biedronka, Lidl, Carrefour, Żabka wprowadzają klientów w błąd.

Jak się okazuje, sposób oferowania rabatu może być problematyczny nie tylko dla klientów, ale również dla samych kasjerów. Przekonał się o tym bydgoszczanin, pan Łukasz, który zrobił zakupy w sklepie dużej sieci w niedzielę, 21 stycznia w okolicy Starego Miasta w Bydgoszczy.

- Kupiłem tylko ciastka, bo szedłem do babci. Za mną stał mężczyzna. Kupił chleb i wódkę – w promocji. Gdy kasjerka skasowała produkty, okazało się, że klient musi zapłacić za wódkę w cenie regularnej. Żeby dostać rabat musiał wziąć jeszcze drugą butelkę. Pan się zdenerwował, ale powiedział, że zapłaci za jedną sztukę tego alkoholu – relacjonuje pan Łukasz.

Jak relacjonuje nasz czytelnik, klient po chwili się rozmyślił. Stwierdził, że nie chce kupować wódki, bo czuje się oszukany. Wtedy pojawił się problem, bo sprzedawczyni wydrukowała już paragon.

- Sam pracowałem w handlu. Wiem, że wydrukowany rachunek trzeba pokryć. Stało się – system już rozliczył klienta. Mężczyzna wyszedł ze sklepu niezadowolony. Towar zostawił na ladzie. Pani była bardzo zestresowana. Wiedziała, że na koniec dnia będzie brakowało w kasie 38 zł z kawałkiem – informuje nasz czytelnik.

Jak dodaje – brakującą kwotę na koniec dnia sprzedawczyni musiałaby pokryć ze swojej kieszeni, mimo że – pozornie – sprzedany towar nadal znajdował się w sklepie.

- Sam miałem nieraz taką sytuację w przeszłości. Rachunek trzeba pokryć i bynajmniej nie zrobi tego właściciel. Zrobiło mi się bardzo żal kobiety. Nie dość, że musiała pracować w niedzielę i to sama, kolejka się ciągnęła, na koniec dnia będzie stratna. Wyjąłem z kieszeni 38 zł i sam zapłaciłem za wódkę i chleb – dodaje pan Łukasz.

Po wszystkim bydgoszczanin zabrał za sobą opłacony towar, mimo że wcale go nie potrzebował. Jego zdaniem winna nie była tutaj sprzedawczyni, która nie poinformowała klienta o tym, że produkt dostępny jest w promocji 1+1.

- Po pierwsze, klient mógł wiedzieć o promocji, mógł zwyczajnie nie chcieć z niej skorzystać i celowo wziąć jedną sztukę. Po drugie, w sklepach jest tyle promocji i codziennie się one zmieniają. Pani miała prawo nie wiedzieć, jaki system promocyjny obowiązuje dokładnie tego dnia w przypadku sprzedaży wódki. Uważam, że do całej tej sytuacji nie doszłoby, gdyby sklep wyraźnie zaznaczył przy cenie produktu, że rabat obowiązuje dopiero, gdy kupimy dwa towary, a nie jeden. Tak robią obecnie wszystkie sklepy. To bardzo mylące. Szczególnie dla osób starszych, które mają słabszy wzrok i wzmianki o wielosztukach mogą zwyczajnie nie doczytać – podsumowuje pan Łukasz.

czyje to wąsy?