Pracownik bydgoskiego MZK tłumaczy, dlaczego autobusy się spóźniają

i

Autor: Dawid Olszewski

wokół nas

Dlaczego autobusy w Bydgoszczy się spóźniają? Pracownik MZK tłumaczy: „dojazd zajął mi 2h i 38 min”

2024-02-24 11:37

Od pewnego czasu Miejski Zakład Komunikacyjny w Bydgoszczy jest zmuszony płacić kary za niewykonanie umów. Od początku obecnego roku trzy linie autobusowe zostały przekazane do obsługi prywatnemu przewoźnikowi, a jeszcze pod koniec poprzedniego roku miasto zasygnalizowało, że przekaże kolejne trasy prywatnej firmie, jeśli sytuacja w miejskim zakładzie nie ulegnie poprawie. Jednakże jak wygląda to z perspektywy kierowców i motorniczych? Pracownik MZK opowiedział nam, co jego zdaniem leży u podstaw opóźnień w komunikacji miejskiej.

Jak wielokrotnie informował już Zarząd Dróg Miejskich w Bydgoszczy - mimo wielokrotnych wezwań do należytego wykonywania umowy, MZK nie rozwiązała problemu, który od miesięcy jest zmorą dla pasażerów komunikacji publicznej. Chodzi o spóźnienia autobusów i notoryczne wypadanie z rozkładu.

Przypomnijmy, że od początku bieżącego roku obsługą trzech kolejnych linii zajmuje się prywatny przewoźnik, a jeszcze pod koniec 2023 r. miasto zapowiadało, że jeżeli i to nie poprawi to sytuacji, kolejne kursy zostaną przekazane innym przewoźnikom.

Jak natomiast wygląda druga strona medalu? To, że autobusy potrafią spóźnić się nawet o 50 minut, a także regularnie wypadają z rozkładów jest faktem. Coś jednak musi za tym stać. Jednym z powodów, o których informowaliśmy już w zeszłym roku jest m.in. niedobór kadry. A i ci kierowcy i motorniczy, którzy nadal pracują w MZK codziennie mają przed sobą niełatwe zadanie.

- Ludzie spóźniają się do pracy, a każdy chce dojechać na czas. Problemem są przede wszystkim drogi. To jest tragedia. Korki tworzą się w wielu miejscach. Ulice są niemalże nieprzejezdne. Za dużo inwestycji realizowanych jest w tym samym czasie. Ja rozumiem, że miasto otrzymało pieniądze i trzeba je wykorzystać, żeby nie przepadły. Nie może być jednak tak, że cała Bydgoszcz jest przekopana i przez to wszędzie opóźnienia są – powiedział naszej redakcji anonimowo jeden z pracowników MZK.

Kierowcy i motorniczy doskonale rozumieją sytuację, w jakiej znaleźli się pasażerowie. Część z nich sama korzysta na co dzień z komunikacji publicznej.

- Co ma w takiej sytuacji powiedzieć zwykły Kowalski? W soboty z Wilczaka zlikwidowano tramwaje nr 1. Na komunikacji się oszczędza. Wiecznie nie ma pieniędzy. A tam, gdzie pieniądze są włożone, tam tworzą się ogromne korki. Samochody stoją w korkach i autobusy też. Ludzie na nas wyzywają i mówią, że mają to gdzieś. Płacą za bilety sieciowe i nie mają jak dojechać. Jakiś czas temu było wykolejenie na Rondzie Fordońskim. Musiałem zastąpić zmiennika, bo on stał na Rycerskiej i nie mógł wyjechać, bo trasa w tamtym kierunku była zablokowana. Ja byłem na Łoskoniu. Musiałem przedostać się na Rondo Fordońskie. Nie miałem samochodu. Musiałem dostać się tam komunikacją i dalej pieszo. Dojazd z Łoskonia na Rondo Fordońskie zajął mi 2 godziny i 38 minut – komentuje pracownik MZK.

To dodatkowe opóźnienie dla pasażerów, a winnym absolutnie nie był motorniczy, ani kierowcy innych linii autobusowych, którymi musiał dojechać pracownik.

- Przy dworcu PKS czekałem na autobus 57, bo chciałem dojechać na Rycerską, by zmienić kolegę, który stał na pętli. Autobus nie przyjechał. Ludzie byli niezadowoleni. Każdy obarczał winą kierowcę. Ja natomiast doskonale wiedziałem, że to nie była wina kolegi kierowcy, a wszystkich wykopków, zmienionych tras. To jest jeden wielki bałagan – podaje pracownik MZK.

Warto zwrócić też uwagę, że stojąc w korku, autobus czy tak czy siak musi wjechać w zatoczkę, by wysadzić i przyjąć nowych pasażerów. Następnie musi z powrotem wrócić na prawy pas ruchu, który jest już zajęty. Musi poczekać na kierowcę osobówki, który go wpuści. To dodatkowe minuty czekania i zarazem – opóźnienia.

- To wszystko będzie miało owoce, tylko to wszystko powinno być realizowane etapowo. Nie może być wszystko robione równocześnie, bo tak się po prostu nie da. Jak ludzie mają się przemieszczać? A ten bałagan niestety się szybko nie skończy – dodaje.

Chłopaki do wzięcia: Joanna Wielocha dzisiaj zachwyca figurą