Afera w podbydgoskiej podstawówce. Dyrektor: żeby ją wyjaśnić, trzeba przestać o niej mówić

i

Autor: D. Witt

kontrowersje

Afera w podstawówce pod Bydgoszczą. Dyrektor szkoły: żeby ją wyjaśnić, trzeba przestać o niej mówić

2024-02-24 11:38

Na początku stycznia o pomoc poprosili nas rodzice uczniów ze szkoły w Dąbrowie Chełmińskiej (woj. kujawsko-pomorskie). Opowiadali, że nie wiedzą, czy puszczać 6-latki na zajęcia prowadzone przez jednego z wuefistów. Maluchy bardzo lubią zajęcia z nim, ale rodzice są zdezorientowani po tym, jak w sieci pojawił się film z jego udziałem. Nie jest jasne kto i dlaczego go rozesłał wśród rodziców i - jak mówią - starszych uczniów szkoły. Widać na nim twarz i nagie części intymne mężczyzny. Dyrektor ustami prawnika przekonuje, że żeby wyjaśnić sprawę, trzeba przestać o niej mówić.

Materiał został opublikowany 30 stycznia 2024 r.

Nikt nie wie, kto pierwszy zaczął rozsyłać filmik, na którym najpierw jest zbliżenie na twarz wuefisty ze szkoły w Dąbrowie Chełmińskiej, a potem - na jego nagie części intymne. Wygląda, jakby nagrał go sam w prywatnej łazience. Rodzice wpadli w popłoch. O tym, co jest na filmie w niewielkiej wsi pod Bydgoszczą, dyskutowali w mięsnym, u fryzjera, pod przychodnią. Nastoletni uczniowie szkoły na gminnym boisku bez skrępowania mówili, co zobaczyli. Nie oni mają jednak na co dzień kontakt z nauczycielem. Prowadzi zajęcia dla dzieci z zerówki, opiekuje się maluchami w świetlicy.

- W szkole nie dyskutuje się jednak o sprawie. Nikt nic nie mówi, bo boimy się, jak zareaguje dyrektor. Obserwujemy jego zażyłość z wuefistą i obawiamy się, że nasze pytania mogłyby być odebrane jako atak na nauczyciela. Nie chcemy oberwać. W przeszłości było już tak, że nieuczący już u nas nauczyciel został ukarany za to, że podczas przerwy odebrał telefon. A w tym wypadku skala problemu jest zdecydowanie wyższa, tymczasem reakcji nie ma. Nie wiemy, jak moralnie dyrekcja ocenia tę sytuację. Nie wiemy, co i jak dużo mówić dzieciom. Rozumiemy, że nauczyciel pewnie został poszkodowany, ktoś bez jego zgody mógł to rozesłać, ale przecież nie można nie reagować, skoro widzieli to rodzice i uczniowie - mówili nam nauczyciele ze szkoły, prosząc o zachowanie anonimowości.

O aferze w szkole w Dąbrowie Chełmińskiej ludzie mówią w mięsnym i u fryzjerki

Zaznaczyli, że chodzi im o to, że - nie mając wystarczającej informacji od dyrekcji - rodzice pytają ich o film. Od plotek aż huczy. Niektórzy nie wiedzą już, o którego nauczyciela chodzi i wszyscy są na cenzurowanym. A najważniejsze jest to, że dzieci od razu nie dostały jasnej informacji od psychologa czy pedagoga, kto i dlaczego w całej tej sprawie jest poszkodowany, jakie rzeczy można robić w internecie, a jakich nie, jak dbać o swoją prywatność i jak rozmawiać ze swoim panem od wuefu po tym, jak widziało się taki film z jego udziałem. Poinformowaliśmy o wszystkim Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy. Dostaliśmy informacje, że działaniom dyrekcji po wybuchu afery przyjrzy się wyznaczony wizytator. Wyjaśnianie sobie, a trwający rok szkolny sobie.

- Zastanawiałam się mocno, czy puszczać dziecko na zajęcia z wychowania fizycznego z tym nauczycielem, ale te zajęcia są w środku dnia. Atmosfera jest co najmniej ciężka. Niezałatwiony temat jakby nad nami wisiał. Po prostu zabrakło szczerej rozmowy, nie wiem, czy dyrektor zrobił wszystko, co mógł, by wyjaśnić sprawę - opowiada nam mama jednego z uczniów przedszkola.

Rodzice dostali maila, a w nim radę, by uważali, co w sieci robią ich dzieci

Dopiero po naszej sugestii, że rodzice potrzebują jasnego komunikatu i stanowiska dyrekcji, dyrektor Zespołu Szkół w Dąbrowie Chełmińskiej, Tomasz Minorczyk rozesłał na e-dzienniku maile. Jak mówią nam rodzice - tylko spotęgował plotki, bo niczego nie wyjaśnił. Napisał jedynie, że krąży jakiś film i przestrzegł rodziców, by pilnowali, co w sieci robią ich dzieci.

Z nami dyrektor rozmawia przez prawników. Kiedy przez kilka dni nie dostaliśmy odpowiedzi na przesłane mailem pytania, dzwoniliśmy do szkoły, dopytując w sekretariacie, czy będzie szansa na rozmowę z szefem i nauczycielem. Dyrektor najpierw przekierował nam oświadczenie wydane przez prawniczkę wuefisty.

W oświadczeniu czytamy m.in. że mężczyzna ma w sprawie status poszkodowanego, a o wszystkim zostały powiadomione organy ścigania. Adwokatka Marta Krzyżanowicz zwraca uwagę na to, że rozsyłanie filmu to bezprawne rozpowszechnianie wizerunku nauczyciela.

- Stanowi również naruszenie jego dóbr osobistych w postaci dobrego imienia oraz godności, co może prowadzić do poniżenia go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego do zawodu nauczyciela - czytamy w piśmie od adwokatki.

Nauczyciele czują się nieswojo, mówią, że sprawa filmu to w szkole temat tabu

Marta Krzyżanowicz podkreśla, że nauczyciel powinien dostać i dostaje wsparcie od dyrekcji, rodziców, uczniów i kolegów  z pracy. Rodzice, uczniowie i koledzy z pracy, kiedy o to wsparcie pytamy, odpowiadają pytaniem: - Jak mamy wspierać, skoro nikt nie mówi wprost, o co w tym wszystkim chodzi?

Kiedy ponawiamy szczegółowe pytania do dyrektora o to, jak zareagował, kiedy o wszystkim się dowiedział i czy ktokolwiek z kadry pedagogicznej rozmawiał z uczniami o filmie, który widziały albo o którym słyszały, opowiada - ustami kolejnego prawnika, że dobro dzieci nie zostało naruszone.

Adwokat Jakub Pawlak, pełnomocnik dyrektora, pisze nam, że ten od 19 grudnia wie, że filmik krąży w sieci.

- Podjęte po tym dniu działania pozwoliły ustalić, co dokładnie się stało, a także pozwoliły podjąć działania mające na celu ustalenie, czy ucierpiało dobro dziecka - pisze Jakub Pawlak.

Rodzice nie wiedzą, kiedy dyrektor szkoły poinformował o sprawie kuratorium oświaty

I tak: adwokat wyjaśnia, że dyrektor zaczął od rozmowy z nauczycielem i dowiedział się, że ten powiadomił policję i ma status pokrzywdzonego. 5 stycznia dyrektor w końcu powiedział o wszystkim na spotkaniu Rady Rodziców (chodzi o szkolną radę, członkowie rady rodziców uczniów z najmłodszych klas mówią nam, że z nimi nikt wtedy nie rozmawiał). Dyrektor poinformował o niewygodnej sprawie kuratorium oświaty (prawnik nie podaje, kiedy). Prawnik wspomina też o tym, że dyrektor wysłał wszystkim rodzicom maila, nie dodaje jednak, że dopiero po tym, jak zaczęliśmy drążyć temat, wieczorem zanim adwokat napisał o tym nam. Nie zaznacza też, że z przesłanej wiadomości nic konkretnego nie wynika, co rodzi kolejne plotki i spekulacje.

- Jak dotychczas nie ustalono, aby w związku z ujawnieniem zdarzenia ucierpiało dobro jakiegokolwiek ucznia - pisze nam Jakub Pawlak. - Rodzicom uczniów przekazano informacje, aby monitorowali oni na bieżąco treści stron internetowych, do których zawartości mają dostęp ich dzieci. W ocenie dyrekcji kluczowym dla wyjaśnienia sprawy w pierwszej kolejności jest zaniechanie rozpowszechniania informacji na temat zaistniałego zdarzenia - kończy adwokat.

Prawnik dyrektora szkoły: Nie ucierpiało dobra dziecka, a nauczyciel jest w sprawie pokrzywdzony

Prawnik dyrektora punktuje:

  • nie ucierpiało dobro dziecka;
  • praca szkoły nie została zakłócona;
  • dyrekcja współpracuje z organem prowadzącym - wójtem gminy - i organem nadzoru pedagogicznego - kuratorium oświaty;
  • doszło do naruszenia dóbr osobistych nauczyciela.